„Za zamkniętymi oczami” /B.Konopa

 

 

Za ciężkimi powiekami już czeka

Dziki strumień i myśli szeroka rzeka

Nad którymi szeleści bezdźwięczny wiatr

Rozbrzmiewający echem pradawnych mantr

W oddali rozciąga jest stara puszcza

W której mateczniku cisza się rozgaszcza

Wśród jej zielonych liści niczym kleszcz

Zagnieździł się przyjemny ciepły dreszcz

Pomiędzy promieniami słońca szczęście schowane

Na mchu niczym rosa błyszczą marzenia zapomniane




Stawiasz pierwszy krok wśród gęstej trawy

Tak wygląda początek twojej wyprawy

Beztrosko wchodzisz w nieznany lasu głąb

Spokojny dajesz się wieść przez myśli kłąb

Pośród plątaniny znanych i nieznanych dróg

Dokładnie wiesz gdzie postawić każdą z nóg

Tak jak byś wiedział dokąd masz iść w tym momencie

I robisz to tak zawzięcie




Nagle wśród listowia widzisz przyjazną twarz

To leśna nimfa, którą ze szkoły znasz

Chcesz podejść by zamienić zdań parę

Lecz ona ucieka, a Ty gonisz swoją ofiarę

Biegniesz pomiędzy dębami, klonami i jesionami

Ranisz się mijanymi ostrokrzewami

Aż w końcu łapiesz ją za dłoń

Przystawiasz do niej swoją skroń

Wypowiadasz kilka nieśmiałych słów

 

A na jej twarzy pojawia się jeden z tych uśmiechów

Na jego piękno zawsze byłeś podatny

I zaczynasz czuć ciepło i aksamit delikatny

W swoim lesie usta jej spotykasz wreszcie

Swoją dłoń zatapiasz w nimfy włosów szeleście

Na jej szyi zostawiasz znak własności

Pośród zielonego mchu roztapiacie się w miłości

 

x x x x x

 

Niewiele było potrzeba, wystarczyło, byś zamknął oczy

I poczekał, aż Cię sen zmroczy

 

 

 

 

 


Autor: Bartłomiej Konopa

„Za zamkniętymi oczami” /B.Konopa

Dodaj komentarz

Close Menu