„To, że się jest. To, że się już było” //Kajwalia

 

„Warunki naturalne z czasów, kiedy życie nie wyszło jeszcze poza ocean nie zmieniły się tak bardzo dla komórek ludzkiego ciała, obmywanych pierwotną falą, która nadal płynie w tętnicach”
(Calvino, Opowieści Kosmikomiczne)

 

 

To, że się jest. To, że się już było

 

 

 

Hara, obmywana przez własną krew miesięczną, doznała ulgi, jakby całe życiowe napięcie
odkąd się urodziła, wreszcie znalazło sposób na ujście. Chłodne powietrze, które Jogini
zatrzymywała w płucach, przyprawiało ją wręcz o ból. Łkając, krztusząc się wylewanym z siebie potokiem, rzuciła się w toń wody. Objęła ona Harę natychmiastowo, całowała mroźnie i orzeźwiająco. Kąpiel w swojej krwi… brzmi bardzo perwersyjnie, lecz Hara nie znała tego pojęcia.

Obmyła się dokładnie, niezważając na kolor wody, a później podpłynęła do brzegu. We
wspomnieniach Jogini, ten dzień był brakującym elementem, potrzebnym by zegar biologiczny, cykliczny, naturalny Hary, wszedł w odpowiednie tryby i obdarzył ją wyczuloną świadomością

Jestem.

Cóż to mogło znaczyć? Pytałam siebie często, bo o ile doznawałam głębokiego odczucia
Bytu, szukałam zaraz wyrazu tego w różnych wymiarach własnego wnętrza. Tymczasem Hara widziała to w żywotnej kaskadzie doznań zmysłowych. Zrozumiałam to dzięki rytmowi muzyki, który przybiera tak wielorakie formy, że prowadzi często w skrajne doznania pędu ciała, albo nieharmonijnych wzniesień ducha, aż do naturalnych szlaków doświadczania czy przekraczania kosmicznych granic. Rytm wybiera swojego człowieka?

Ja żyłam wśród rytmów osobliwych, poganianych światową różnością, bogactwem tworów i nazw. Eksperymenty wokół nich najbardziej mnie kusiły, jakieś nadbudowania mentalne, a nawet świadomościowe. Trzeba było coś robić z nagromadzeniem, nowe struktury powoływać. I taka była moja wizja architektury. Dynamizm łykania tych inspiracji napędzał brak jednego rytmu.

 

Tymczasem Jestem&#