Strumień Świadomości: ZAPROSZENIE

Strumień świadomości jest to sposób pisania, w którym pozwalamy słowom naturalnie wypływać i spisujemy je w tym rytmie, nie zastanawiając się ani nad konstrukcją ich, ani nad znaczeniem. Nie liczy się tu fabuła, nie liczy się forma, liczy się przepływ myśli, a raczej ich WYPŁYW.

To poza tym swoista improwizacja. A co to znaczy? Improvisus = nieprzewidziany, nieoczekiwany. To akt, akcja czy też czynność, wykonana na poczekaniu i bez przygotowania. Od ręki, zwykło się mówić. Bez kontroli procesu, ani ustanawiania jego celu. Wielu twórców tak właśnie pisze… nawet wielkie, grube dzieła literackie.

 

„Formy wyłaniające się spontanicznie uzyskują swój kształt w ramach procesu interakcji elementów” (Fragile nr 33=Improwizacja)

 

 

Pisanie strumienia świadomości pozwala:

 

  • pozbyć się natrętnych myśli, problemów, emocji, które blokują twórczość lub samopoznanie

 

  • rozwijać warsztat pisarski, szczególnie pod kątem poetyckości, wizualności

 

  • otworzyć się na moc intuicyjnego pisarstwa, gdzie ufamy temu, gdzie nas słowa poniosą. Ufamy słowom.

 

  • zobaczyć, co na dany moment nam w duszy gra (bo za godzinę strumień może być inny) i dostrzec dynamizm wewnętrznych słowo-emocji, które gromadzą się w człowieku

 

  • otworzyć się na wszelkie strony swej twórczości: od mroku po oślepiającą jasność, nauczyć się balansować na tych granicach, albo zatapiać w nich.

 

  • pozawala to na odkrycie mocy w każdym przejawie rzeczywistości, który się w nas zakotłował.

 

  • w ramach regularnej praktyki uczy uważności na wypływające w trakcie pisania słowa, dzięki czemu znajdujemy dużo przestrzeni mentalnej podczas samego procesu twórczego! Moment kiedy jesteś zarazem strumieniem i nic nie kontrolujesz, jak i masz w sobie wyczucie i cisze, które pozwalają ci na bieżąco przyglądać się potokowi, jaki z ciebie wypływa.

 

  • pozwala to wreszcie na wyrażenie konkretnej sytuacji ducha, w jakiej się znajdujesz, a nawet sytuacji twego otoczenia, środowiska, kraju, pory roku…

 

  • pozwala na głęboki wgląd w misję twej duszy, połączenie z wiedzą i słowami, których masz być/jesteś powiernikiem (np. przodkowie, rośliny etc…) patrz w Strefę: Wglądy.

 

  • to świetny sposób na relaksację i wzmocnienie swej kreatywności oraz odwagi w kontakcie ze słowami. Bowiem nie ma to być dzieło sztuki zaraz do drukowania, a STRUMIEŃ ŚWIADOMOŚCI wyrażony tu i teraz, sprowadzony na chwilę z głowy w słowach w materię.

 

 

To jak? Czujecie się zachęceni? Nie ma tematów przewodnich, nie ma żadnych reguł – ani językowych, ani gramatycznych… Weźcie kartkę, zeszyt i pozwólcie sobie otworzyć przepływ!

 

 

A najlepiej – zróbcie to poniżej – w komentarzach!

Niech Alsłowię obmyje wasza Twórcza Otwartość

 

 

Strumień Świadomości: ZAPROSZENIE

Ten post ma 8 komentarzy

  1. …. -Czemu już mnie nie przytulasz? Kiedyś robiłeś to nie tylko dotykiem lecz każdym zmysłem, a nawet słowem.
    Zawsze bałam się, gdy robiłeś to słowem.
    – Kiedyś odważyłem się Ciebie nazwać. A nazwać kogoś, to wziąć odpowiedzialność za osobę. To było w czasie, gdy trwaliśmy we mgle. Tam poszukiwaliśmy siebie, ponieważ byliśmy jedynymi wyznacznikami przestrzeni. Teraz gdy mgła opadła każdy odnalazł drogę…

    All is the Word.
    World is the Word.

  2. Niosę nowinę, dostrzegam wrażenia, myślę i sprawdzam co dają marzenia. Zgubę mam w decyzjach, które podjęte były w zagrożeniach, które dają także uniesienia.

    Pustkowie mglistym otacza krajobrazem. Jedyne promienie to te ze sztucznych świateł. Zapadam w pauzę codzienności kiedy chcę, lecz nie mogę, kiedy tak tylko w sobie pomieszkuje tak co dzień i pewnie jak chyba każdy czekam na dzień, który wtłoczy do krwiobiegu górski potok.

    Czy już tak każdy dzień będzie wyglądał w oczekiwaniu na śmierć. Czy ta poczekalnia wypełniona zostaje chorymi na rzeczywistość pacjentami przyjmującymi odpowiednie znieczulenie na ból wywołany zwątpieniami. Co by się tylko nakręcić, co by wytrwać i nagle stracić, czy przekazać dalej to wszystko o co dbaliśmy. Nic do mnie nie należy, lecz podporządkować się mam i żyć z tym piętnem.

    Liście wirują w przestrzeni niczym moneta rzucona ku górze, która ma nam podpowiedzieć jaką wybrać drogę. Potrzeba znaków, znaczeń symboli tylko po to aby później zmienić kontekst. Zabawa, powaga, dojrzałość, dzieciństwo, porady, rozmyślenia, wyzwania, osoby bliskie, sąsiedzi, przyjemności, charytatywność, dobre imię, wizerunek, ostrożność w słowach, takt, kolejne węzły, które zakładamy, aby zetrzeć z siebie dzikość, zwierzęcość. Kolejne maski jak broń gotowa do strzału, aby czuć się ponad zagrożeniem, niebezpieczeństwem, wrogiem, stresem.
    Śmiech pozorny, pochlebny, szczery , szyderczy każdy rodzaj aby przypodobać się komuś tylko dlatego bo wydaje się nam być tajemniczy, interesujący inny niż my, mieć to co może dać czego sami nie potrafimy lub nie wiemy jak osiągnąć. Osiągnąć powłokę, która daje innym do zrozumienia o naszej sile, zdrowiu, szczęściu ,dobrobycie, zamożności, wspaniałomyślności, wyzwoleniu.

    Zapomnienie klęsk, wyparcie błędów, wyzbycie tragizmu, omijanie nieszczęścia. Liście powoli zakrywają ból, który tak gnije wraz z innymi resztkami po teraźniejszości. Tylko wiatr wie co zasiał przypadkiem na drodze, a chwila nieuwagi zna ciężar kopyta.

    Wszystko ma swoje normy wytrzymałościowe. Tak jak ta rubryka tekstowa.

    Absurdalność. Oglądałem film. Każdy z nas daje wsparcie drugiej osobie/naturze na swój sposób. Każdy ma jakieś powołanie i charakter, który losowo został przypisany. Jest tyle gatunków zwierząt i roślin. Każdy ma swoją funkcje w przyrodzie. Jest tyle gatunków ludzi, każdy ma przypisany przydział i z góry obraną ścieżkę, a rachunek prawdopodobieństwa wylicza to co może doprowadzić do wyjścia poza wydeptane drogi. Pójść w nieoczekiwane, wyruszyć w nieznane. Nagle skręcić w lewo i zacząć przedzierać się przez krzaki, beton, szkło, żelazo i znajdować nowe miejsca i przestać iść dopiero kiedy widok będzie dawał satysfakcję. Bezpieczeństwo asfaltu i betonu. Klarowność śladów i widoku jak na dłoni. Lęk przed wyjściem w nieznane. Lęk przed niebezpieczeństwem. Ten sam lęk kiedy stoimy przed wyzwaniem wykonania nowej czynności w życiu. Lęk przed szczęściem. Stoję przed ścianą lasu i nie widzę co on w sobie kryje, chociaż niby dostałem taką wiedzę. Stoję przed myślami i jest ich tak dużo, a ostrość wyraźnie pokazuje ich miejsce są jak las im głębiej wchodzimy tym mocniej dostrzegamy piękno przestrzeni, światła, zapachu kory. Pajęczyny niczym logika łączą myśli aby przypisać im wspólny obraz na chwilę. Gleba gubi ślady. Idąc w nieznane, tam gdzie nikt nie szedł zobaczę i przeżyje jedynie coś na co nie jestem przygotowany. Gubię tożsamość. Nie opowiem nikomu tego co widziałem. Nie jest to potrzebne i istotne. Pozostaje jedynie cieniem, który wskazuje stronę światła.
    Lecz zakładając , że idę w stronę prawą, która jest wylana asfaltem, każdy ją chwali, każdy opowiada o wspaniałościach i komforcie oraz przyjemności z jaką się idzie. Nic nie stoi na drodze. Jesteśmy bezpieczni, bo widzimy cel. Jesteśmy bezpieczni, bo po bokach mamy zasłony niczym konie wyścigowe na oczach. Jedynym punktem jaki mamy widzieć jest cel jaki został nam wytyczony do osiągnięcia przez pierwszą osobę, która pokonała drogę przedzierając się przez nieznane. Ta pierwsza osoba postanowiła opowiedzieć o wspaniałości swojej podróży. O pięknie samotności aby stworzyć tożsamość, lecz las drzew, które sami siejemy nie jest taki bujny i piękny jak ten przypadkowy. Wręcz przeciwnie panuje w nim matematyka, która daje lepsze pole do kontroli. Panuje tam przewidywalność, która rani naturalne piękno. Panuje tam prywatność, która sprawia, że nie mamy chować się w cudzej intymności i wchodzić tam z butami. Panuje tam strach przed pięknem chaosu.

  3. Zakola rzeki ukazywały omszałe kamienie, obmywane spienionymi falami, które wykrzykiwały swym wcale nie tak cichym szumem, pragnienia niepowstrzymanej kreacji. Wzburzona woda zdawała się myśleć tylko o jednym – wyjść poza swoje brzegi, rozpocząć wędrówkę po lądzie, stać się częścią drzewa i pola i sadu i człowieka, rozwlec swoje granice aż po oceany, aż po mroźne bieguny, choć tam strach ją łapał, możliwość zamrożenia. Skostnienia, zatrzymania się nie tylko a czasie, ale i przestrzeni. Skrzypienie butów, kroki niewidocznych postaci, marzeń i snów nigdy nie wyśnionych, zdawały się mówić tym lodowcom o baśniach z podziemnych źródeł. Strumienie tamte nie szukały niczego, były jak cisza znieruchomiała w powietrzu, nawet gdy już można było się odezwać, coś rzece powiedzieć, zawyć do księżyca, położyć na kamieniu, który pamięta jeszcze te podwodne krainy i źródła wszelkich początków.

  4. Poczułem przez chwilę dźwięk rozdzieranej kartki. Człowiek-statua-mnich zaświecił na chwilę jaśniej, dotychczas rozrzucone gniewnie po podłodze przedmioty nieznacznie zadrgały. Uwagę moją przykuło małe pudełko, bezbarwne i zamknięte. Po przyjrzeniu się mu z bliska otworzyło się, jakby zewnętrze nie chciało być badane na korzyść wnętrza. W środku było pomieszczenie zalane ciemnoczerwoną poświatą. Wiedziony racjonalizmem obejrzałem się za siebie. Pokój mnicha wypełniony był podobnym rodzajem koloru. Powróciłem wzrokiem do pudełka – ciemność. Wkroczyłem w ciemność.
    Poczułem na chwilę dźwięk płonącego ogniska. Pomieszczenie wydało mi się ciemniejsze nż dotychczas, gęste i wypełnione obecnością. Medytująca postać w mgnieniu oka obróciła się twarzą do ściany – wcześniej zwyczajnej i pustej – teraz znajduje się na niej plakat przedstawiający obcą, tak niesamowicie obcą twarz, bezsensowne ułożenie policzków, popękanej skóry, wytrzeszczonych oczu, dziury ziejącej w miejscu ust, bez brwi, uszu i nosa. Twarz przenikliwie wpatrywała się przeze mnie za mnie. Starałem się jej dotknąć, okazywało się to niemożliwe. Twarz wydaje się rzucać, niewidocznie wyrywać z ram plakatu swoje poszczególne części. Zadrgało wokół. Twarz zadrgała i ja zadrgałem. Twarz z plakatu okazała się moją twarzą na plakacie. Wkroczyłem w plakat.

    1. Ajajaj, niczym lustro! w które wchodzi się w nieskończoność. Jak okładka płyty Pink Floyd Ummagumma hihi, a co, przy okazji pokażę! 😉

Dodaj komentarz

Close Menu