Podziemia Kreacji 2: Samotność kondensacją siły twórczej

 

Kolejna odsłona cyklu Podziemia Kreacji, gdzie zaglądamy w głąb twórczej nory, do której schodzi się na wzór pory jesienno-zimowej.

Pierwsza część dotyczyła podążania za rytmem natury, poniższa zaś jest o artysty spojrzeniu na samotność.

Tematy w artykule> emocje, uczucia, intelekt > dyskurs filozoficzny nie tylko dualistyczny (jedność) > przekraczanie mentalne i doświadczanie jakości twórczych > intelektualna izolacja, psychiczne napięcie i… kondensacja mocy twórczej > metody zendo; haiku, koany oraz oczyszczanie umysłu dzięki słowom >

Czuj się zaproszony, zaproszona do podzielenia się w komentarzach swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami, uwagami na ten kreacyjny temat.

Współtworzymy te Podziemia! 

 

 

 

 

 

 

 

Anna Świrszczyńska – Samotność ludzi wysokich

 

 

 

 

Dyskurs filozoficzny nie tylko dualistyczny,

czyli emocje, uczucia i intelekt

 

 

 

Po przeanalizowaniu definicji słowa „samotność” autor artykułu w książeczce wydanej w 1988r., stwierdza, że językowe określenia samotności są dosyć rozszczepione, często zabarwione negatywnie i co najważniejsze: nie wytworzyła się wobec niej żadna opozycja. Tak jak kochać=nienawidzić, dobry=zły, wesołość=smutek. Rozmyślając o przeciwwadze do samotności początkowo pojawiło się we mnie słowo radość, ale jest ona także wypadkową uwagi na to, co w rzeczywistości jawi nam się najważniejsze. Tymczasem faktyczną opozycją dla samotności jest chyba jedność. Tak jak samotność bywa stanem zmiennym, odczuwalnym lub nie, lecz w ostatecznym rozrachunku – pozytywnym, wzmacniającym. I tak jak świadomość bycia w konkretnym stanie emocjonalnym czy myślowym – rozwijającym. Samotność też daje ten rozwój i żaden artysta temu nie zaprzeczy.

Choćbyśmy, niczym Słowacki kwilili nad oceanem, również dojdziemy do pełnego pokory przeczucia, że misje duszy dla artystycznego umysłu wzbijają go na wyżyny samego siebie, ponad ostatnie szczyty i niezmierzone szlaki gęstych borów. Tak, tym właśnie może być dla artysty samotność. Jeśli z nią nie walczy, jeśli zgodzi się zajrzeć w dosyć ciemne i nieprzewidywalne zakamarki swojej świadomości.

 

[…] Obserwując rzeczywistość, człowiek obserwuje także i sam siebie. Istniejemy więc zawsze w sposób niejako podwójny: jako część rzeczywistości poddającej się zmianom oraz jako podmiot poznający tę rzeczywistość i samego siebie w procesie owych nieustannych przemian. Odczuwamy więc jednocześnie własną tożsamość, indywidualność oraz inność i zmienność. […]

Bardzo często, jeśli nie zawsze, przeżywamy stany swoistych rozszczepień naszej osobowości, wynikających z konfliktów między naszymi „rolami”, między byciem dla siebie, dla innych i wobec innych. (Józef Rurawski „Presja społeczna a samotność” s.21).

Te oto zaułki i labirynty umysłu, jakie otwiera przed nami wzmożona obserwacja i refleksja, mogą stać się studnią bez dna, studnią emocji, nieświadomych reakcji, zapętleń, wszelkiego negatywizmu, aż do niezrozumienia i szaleństwa nawet. Nie pomijajmy w namyśle bardzo skrajnych stanów, jakie samotność wywołuje. Ciemności i niejednokrotnie inspirujących, choć trudnych destrukcyjnych energii. Te stany są jednak konsekwencją określonej w podświadomości zasady, rytmu, uwagi, słyszeniu lub nie słyszeniu swojego ja, pasji, odwagi lub jej braku do otwarcia się przed sobą i światem z tą całą różnorodnością i równoczesnym… pragnieniem jedności. Gdzieś tam w głębi, w zaprzeczaniu istnienia świata, co jest przecież wyrazem traktowania go jako swoistej nicości – więc i jednolitości wszystkich jego przejawów.

I to, z czego świadomie tworzymy nasze indywiduum także dotyczy tematu samotności. Możemy z jednej strony nie patrzeć na swoje ja, ale samotność zmusza do tego. Zmusza do zerknięcia w indywiduum, które może czegoś potrzebować, pragnąć. Bo może jest rozwijane poprzez refleksje nieprowadzące do kreatywności, a do budowania w sobie murów dyskursów, ego z emocji, zapętleń w stanach, o których się mówi, że nie można ich opisać, więc po co wyrażać i przyznać przed sobą, że istnieją? Że głośno krzyczą. Samotność ponownie – zmusza do tego, by spojrzeć na prawdę w sobie i o sobie.

 

 

 Samotność istot nieskończonych VIII- obraz olejny - Rafał Huczek
Samotność istot nieskończonych VIII, Rafał Huczek

 

Odczucie jedności można porównać do miejsca, w którym panuje pustka. Zarówno kiedy jesteśmy częścią świata, i kiedy w jaskini medytujemy nad świętą śunją – pustką. Taki stan jednolitości nie wyklucza bycia „potocznie samotnym” (w izolacji),”odosobnionym”. W sensie fizycznym. Możemy czuć jedność w tłumie i w lesie, na koncercie i w łazience – wypływa to ze zgody na swą wewnętrzną nicość, jednolitość z tym gdzie jestem (i po co?).

I wygląda to tak, że podmiot nie postrzega swojego położenia odosobnienia pod tym kątem samotności, ponieważ jego uwaga zogniskowana jest na swoistym, artystycznym rozmyciu wszelkich granic pomiędzy ja-nie ja, światem zewnętrznym i wewnętrznym. Jest więc wszechogarniające poczucie jedności, które przy pewnej wprawie lub naturalnej lekkości, można odczuwać w każdym miejscu, czasie, przestrzeni, na odosobnieniu i w tłumie ludzi włącznie.

 

 

 

Ominaeshi
kirawaba kirae
tsuki o tomo 

Żółta dziewanno
nie kochasz – to nie kochaj
ze mną jest księżyc

Issa (1809)

Ochiau te
oto naku nareru
shimizu ka na 

Łączy strumienie
dalej już wodą cichą
źródło czyste

Buson (1774)

 

 

 

Jedność jest jeszcze, w obliczu powyższych słownych przedstawień: odczuciem przynależności do danego nam świata, odłamka rzeczywistości – tak szerokiego, jak jesteśmy w stanie sięgnąć świadomością i myślą. Bo to poprzez umysł poznajemy rozległe pokłady i warstwy owej rzeczy-wistości. Zatem przynależność do świata odczuwana jest nie tylko na poziomie ciała fizycznego, to nawet trudniej uzyskać (jesteśmy notorycznie odcięci od ciała mentalnie), czy duchowego, ale właśnie mentalnego. Mentalna przynależność do świata słów, myśli, idei, percepcji daje uzmysłowienie sobie jednolitości tych cech, z jakimi każdy człowiek się rodzi. I tego, jak rozporządzamy tymi mentalnymi mocami. Nie mówię tu, że każda samotność wynika z braku identyfikacji mentalnej, umysłowej, z jakimś wycinkiem świata, ale przede wszystkim, że jest brakiem identyfikacji z samym sobą, a w następstwie – co powyżej.

Ponownie posłużę się haiku, by przywołać iskrę myśli, które utwierdzają nas w chwili obecnej. Nie daje ona obrazu dualizmu – jest tu samotność, ale też harmonia, zgoda. Samotność jest doświadczeniem, będącym częścią tej identyfikacji. Bez odczucia obejmującej wszystko pustki – jaźni wyrzuconej poza kontekst, nie moglibyśmy skutecznie objąć uczuciem i czystą myślą niczego. Niezależnie już czy spoglądamy na barwne czy ciemne strony rzeczywistości.

 

 

Rodzina śpi, 

martwię się o pieniądze i liczę

Świetliki w naszym ogrodzie.

(Leroy Gorman)

 

Mój zabity brat…

Słyszeć jego śmiech

W moim śmiechu.

(Nicholas Virgililo)

 

Późna jesień:

Mój sąsiad – 

Myślę o tym, jak żyje.

(Basho)

 

 

Wracając do „jaźni wyrzuconej poza kontekst”, czyli tych wszystkich historii, wedle których samotność jest skutkiem: denaturalizacji, alienacji społecznej i uniformizacji, czy też lęku przed nią lub zagubieniem w tym systemie. I są to wnioski wyciągnięte przez Piotra Domeradzkiego w monografii pod jego redakcją na temat samotności (Zrozumieć samotność), oparte w dużej mierze na wszystkich artykułach w monografii, jak i słownym znaczeniom samego terminu. I są wystarczająco ogólne, aby móc z dystansu obejrzeć samotność, a od tego jest filozofia, nieprawdaż? Artykuł Domeradzkiego na samym wstępie wyjaśnia praktycznie wszystko, czego potrzebujemy. Bowiem dla artysty samotność to tak samo wielowymiarowa sprawa, jak dla filozoficznych badaczy. Niełatwa droga! Umysł odbiera poczucie samotności, czasem sam je produkuje, jako wynik innych procesów lub obserwacji.

Umysł jeszcze i przede wszystkim – odnosi się do tego faktu. No i co może zrobić? Skoro odczuwa samotność człowiek to albo za tym silnym poczuciem (denaturalizacji, alienacji, uniformizacji i innych -acji, -izmów etc.) pójdzie, co wyprodukuje w jego ciele, umyśle, otoczeniu wszystkie znane nam skutki samotności, jej cechy, objawy i aspekty; albo taki człowiek odczuwający silne poczucie samotności, zauważy trafnie (mentalnie, a jakże), że jest samotny. I ta kropka na końcu zdania powinna być duża. Skoro to zauważy i stwierdzi, to znaczy, że poczuł tak naprawdę swoją tożsamość, swoje ja, które uczestniczy w tych emocjonalno-mentalnych igraszkach i może dokonać transgresji. Czyli mentalnie wybiera wolność od dyskursywnych uwarunkowań związanych z jego stanem, wolność od skutków w organizmie, i w komunikacji ze sobą samym o tym odczuciu.

Taka komunikacja przebiega właśnie w haiku, dlatego są dla mnie świetnym zobrazowaniem owych mentalnych stanów pogodzenia z samotnością, czyli tak naprawdę z jednolitością, jaką ona otwiera na przeciwległym biegunie. I skoro tak – może taki człowiek już eksplorować siebie, swoją jaźń. W sposób… a jakże – mentalny.

 

Filozoficzne koncepcje opierają się przecież na pewnym dystansie, choćby z ciekawości, albo z pokory. Artystyczny umysł ma tendencje nie tylko do tego wyzwalającego dystansu, pragnienia przekraczania granic i zaglądania w najdziwniejsze – i najpiękniejsze! – zaułki. Ale też do utożsamiania się z tym, co przekraczane, z tym za granicą, z tym przed granicą, ze wszystkim. Artysta dąży – świadomie lub nie – do objęcia sobą zarówno doskonałej pustki, idei, odosobnienia twórczego, gdzie rodzi się sztuka, ale też do ciągłego przekraczania wszelkich form swojej egzystencji, odkrywania ich, radowania i przeklinania tym, bycia z tą chwilą. Bo przecież w każdej sekundzie czai się inspiracja, prawda? Dlatego warto przekraczać granice, czyli otworzyć się mentalnie na niezaprzeczalną zmienność rzeczy i dynamizm rzeczywistości. W innym przypadku tworzymy niezdrowe psychiczne napięcie, które skłania nas do podążania jakimś szlakiem, przypodobania się, ciągłego rozdwajania i trojenia na to po coś, dla kogoś, etc. Napięcie to prowadzi do przeładowania intelektualnego, dysharmonii komunikacyjnej i ekspresyjnej oraz wręcz choroby umysłowej.

Prosty sposób na rozładowanie takiego napięcia to puszczenie w wodze fantazji i ekspresja – kreacja, wysłuchanie siebie samego. Akt psychomagiczny, akt alchemiczny, wszystko to, co niczym koany wyciąga umysł ze stagnacji, budzi uśpione neurony. Pomocą wielką są tu np. rośliny, Roślinne Dao. Czy w ogóle świat natury. Bo przecież świat kultury czy nauki to nieustanny pęd, ciągłe wynikanie czegoś z czegoś.

Dynamizm przyrody jest bardziej cykliczny, możliwy do ujęcia w symbolach. Mentalność ludzka też ma swoje prawa, jednak zbyt często wydaje się, że jest od nas odległa, nie ma wpływu na poczynania, a przecież tak samo jak filozofia czy nauka: rozwija się. Rozwija się poprzez tworzenie jednych koncepcji na bazie drugich, zaprzeczanie, alternatywne dyskursy, podobne dyscypliny, ta niebywała sieć znaków i języków, form i treści w umyśle, jako ogólnoludzkim procesie. Sieć ciągłego przekraczania ich mentalnie, z pamięcią o swym trwałym trzonie własnego indywiduum. Przekraczania, by nie osiąść w gęstym zbiorniku, odosobnieniu, w czyichś teoriach lub nawet emocjach. To osamotnienie wiąże się z nieumiejętnością poruszania w dyskursach, jakie stworzył świat, albo lęku przed tym, przed ekspresją, czy przeznaczeniem dotarcia do pokładów mądrości, wzorem wielkich uczonych czy mistyków, twórców czy geniuszy. Są prawdy, które tylko w <samotności> możemy zobaczyć, lecz jest to samotność rozumiana specyficznie, jako pewien stan wyboru, przyzwolenia, otwartości.

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania samotność hokusai
Ono no komachi, Hokusai

 

 

 

INTELEKTUALNA IZOLACJA

 

 

 

Wspomniałam o pewnej mentalnej przynależności, wspólnoty na poziomie słowa i doświadczania. Bo w to właśnie wprowadza nas nieokreśloność i ogrom tematu i zjawiska świadomości w ludzkim świecie. Przyglądając się językowym, słownym i wreszcie – dyskursywnym aspektom samotności, co pięknie obrazuje monografia „Zrozumieć samotność” (red.P. Domeradzki, W.Tyburski), doszłam do wniosku, że podstawowy motyw samotności w ludzkim życiu, to relacyjność.

Relacja ze światem, ze sobą, z umysłem, a skoro relacja to z dużą przestrzenią na świadomy, wolnościowy wybór tej relacji. Samotność negatywna rodzi się, kiedy pogrąża nas i zatapia jakaś idea, świat, kanon, schemat, zaś samotność świadoma daje wolność w komunikowaniu po pierwsze sobie – swych prawdziwych potrzeb. Na przykład wyjścia z jakiejś narracji, przyzwyczajenia umysłu – którym także może być ból, albo zniechęcenie, apatia tak zwana. Samotność konieczna to coś, co nie oznacza np. odosobnienia z powodu bycia mnichem czy ascetą, albo osadzenia w izolatce. To wewnętrzna konieczność podążania swoją drogą, pasją, umiejętnością, które to sprawiają, że możemy się odróżnić od innych ludzi. Często właśnie nierozumienie, lęk przed tym najgłębszym, dzikim wołaniem, przeraża na tyle, że odwracamy się i pędzimy na oślep w mętlik nieswoich kanonów. Przyjęcie w swoim życiu pewnej naturalności stanu samotności w życiu człowieka, otwiera wspaniałe bramy eksploracji ducha, doświadczania nie tylko świata, ale też rozwoju swojej świadomości.

Jest więc samotność – oprócz form relacji – doświadczeniem. Doświadczeniem wewnętrznym przynależności do tej wspólnoty mentalnej, odkrywców jaźni, mocy umysłu, słowa, wielkiej sztuki i kreacji, a także mistyki. Mistyka to przecież doświadczenie, które transformuje świadomość. Robi to poprzez odwrócenie, przekierowanie uwagi na bliższy nam aspekt rzeczywistości, zmianę sposobu myślenia i percepcji, zmianę perspektywy.

Samotność jest tym samym transformująca. Rozwija w nas albo skrajne działania (destrukcyjne choćby), albo pęczniejącą wyobraźnię (nieumiejętność ekspresji), albo bardzo chłonny i aktywny umysł (który porusza się po mniej utartych szlakach, niż się tego „uczymy”). Warto więc znaleźć swoje symbole w tej rzece samotności, by dostrzec w jaki sposób nawigujemy w tym stanie swoim samopoznaniem, rozwojem i przede wszystkim twórczością.

To ona nas przecież tu interesuje najbardziej.

Kiedy nie ma poczucia jedności z mentalną wspólnotą, ze świadomością bycia w świecie myśli i idei (często niespełnianych), następuje samotność. Gdy odnajdujemy tę drogę jednolitości, samotność spełnia funkcję rozwojową, ponieważ

po 1. łączy nas umysłem z twórczą, słowną i mentalną spuścizną ludzkości,

po 2. daje możliwości transformacji wewnętrznej tego, co akurat nam mocno wybija z podświadomości i pragnie uzdrowienia, dostrzeżenia, czyli po prostu < wyrażenia i ekspresji >

po 3. staje się źródłem inspiracji, odnajdywania najlepszych narzędzi, symboli i znaków, a wreszcie mądrości (bo to naturalny wynik zrozumienia, czy też akceptacji tego, co nas tworzy i skąd to przychodzi, a także pokory wobec naprawdę różnych barw świata)

Intelektualne odosobnienie to najczęstsza przyczyna osuwania się artystów w samotność, z którą łączy się niemożliwość/nieumiejętność ekspresji, niechęć do otwierania się na mądrość i zdobywanie „wiedzy z trzewi” (artyści nie zadowalają się formułkami z książek i kanonów ;)), potrzeba buntu i anarchizmu ideowego, oderwanie od korzeni, brak symboli identyfikujących nas z obecnym położeniem, a nawet całym życiem naszego indywiduum w tym, a nie innym aspekcie uniwersum.

Wymienione cechy są dynamiczne, bo raz może nas ponieść twórcza fala, a raz czytanie książek lub szukanie z rozpaczą mistrzów i chęć rozwoju. Ale ciągle jest jakaś blokada, która nazywa się silnym poczuciem, że można inaczej, albo lepiej samemu. Intelektualne odosobnienie jest niczym program wgrany nam w podświadomość, często w wyniku edukacji i systemów najróżniejszych, które nijak się mają z naszym faktycznym intelektem, albo spuścizną rodową, jaka w nas wciąż gra. Tak jak to, że po mamie mamy włosy czarne, a po tacie oczy zielone – to tylko ogólny przykład. Pewnym dziedzictwem człowieka jest nie tylko zatem ziemia, jako planeta, ale też cały zbiornik mentalny, cały ten świat kultury i słowa, jaki wytworzyliśmy, albo jaki odkrywamy. Samotność sprzyja oczywiście tworzeniu, ale też odkrywaniu! Ilu geniuszy, rozpoczyna swoją drogę twórczą stwierdzeniem: może to być obłęd, ale uznam to za przejaw geniuszu i zacznę kreować!

Problemem wszystkich filozofów i zarazem każdego człowieka jest uwięzienie w myślach. Nadmierna identyfikacja z emocjami, grzęźnięcie w dyskursie swojego indywidualnie (ale jak?) kształtowanego ja (ego).

Jeśli myślisz to wcale nie znaczy, że jesteś. Owszem, dzięki temu jesteś pewien tego, że jesteś w stanie rozumować, podnosić refleksję, komunikować i wyrażać.

Otóż ich problem został właśnie wyeliminowany! Jedynym sposobem dojścia do sedna wszystkich spraw i udowodnienia samemu sobie własnego istnienia jest WSŁUCHANIE SIĘ W CISZĘ. W samotność. Sama tak zaczynałam. Okazało się, że mądrość tego stwierdzenia układa umysł w kierunku rozwoju swej pasji i skupieniu na faktycznych umiejętnościach, jakie mamy niezależnie od wszystkiego wokół i wewnątrz. Niezależnie czy nas samotność dogniata, bo nie chcemy się otworzyć na jej dary, niezależnie od tego czy jesteśmy w fali buntu wobec systemu czy schematów, niezależnie czy jest wokół nas tłum ludzi czy też nie. Pasja, umiejętność z trzewi nas prowadzi. I tylko od nas i giętkości umysłu zależy, czy kreacja popłynie jak rzeka łapiąc wszystko po drodze, czy będzie niczym wyrafinowany ścieg, haft na płótnie.

 

Jestem jak z pojedynczego zaprzęgu, nie nadający się do pracy zespołowej. Nigdy nie należałem całym sercem do kraju, do państwa, do koła moich przyjaciół, ani nawet do własnej rodziny. Oczywiście, że coś przez to tracę, ale zyskuję to, że jestem niezależny od zwyczajów, opinii i przesądów innych ludzi i unikam pokusy, aby swój spokój wewnętrzny oprzeć na tak kruchych podstawach. (Albert Einstein)

 

Niezależność wewnętrzna to istotna cecha wielu twórców, pionierów, odkrywców – także w dziedzinie rozwoju wewnętrznego, nie tylko swojej twórczości. Geniusz bowiem tkwi właśnie w tym, że owa droga jest połączona, wyznacza kolejne kroki i nie da się oglądać na to, co dzieje się wokół – unikać innymi słowy wewnętrznego rozproszenia. W tym miejscu, gdzie Einstein uwypuklił przynależność do np. kraju itd., przychodzę ja z Filozofią Kreacji. Przychodzi transgresyjny umysł, który uczy, jak nie czuć się rozszczepionym z otoczeniem, a zarazem zachować odrębność, unikatowość swej drogi. Transgresja pozwala umiejętnie czerpać z samego rdzenia swojej istoty, którą tworzy przecież zarówno kraj, przyjaciele, jak i rodzina. „Samotność” jest tu nieuniknioną ścieżką artystyczną, czyli akceptacją stanu odrębności swoich działań (mogą być bardzo unikatowe, dziwne, ale niekoniecznie), więc taka samotność rządzi się innymi prawami – nie musi być nieustannym grzebaniem się w lęku i separacji, a właśnie zaprzęgnięciem całej swojej siły do wnikliwego wglądu w swoje wnętrze.

 

 

 

 

 

 

Kondensacja mocy twórczej

 

 

 

 

 

Żeby coś mogło być wyrażone w swej pełni, jako wynik wielu procesów zachodzących w artyście, musi on dać temu – pomysłowi, natchnieniu, fabule – rozwinąć się jakby poza nim. I to jest też część tej nieuniknionej samotności. Wciąga nas ów wir, ale mamy już do siebie takie zaufanie, że nie grzęźniemy w obawach „och nie maluję, och nie piszę, och nie mam weny”. Już chyba czas wyrosnąć? „Och nikt mnie nie zrozumie, och nikt nie ceni sztuki, och”. Już czas przedrzeć się mentalnie przez te wiry emocji i pozwolić sobie, by wszelkie mentalne przestrzenie stanowiły dla nas źródło inspiracji. Że wszystkie intelektualne odosobnienia są wynikiem wielu lat zabiegów ludzkości, by człowieka odsunąć od samego siebie, od naturalnej potencji mózgu i naturalnej kreatywności. I te wszystkie wędrówki mentalne w samotności i izolacji, mogą być tak naprawdę kondensacją twórczej mocy, jaka drzemie w człowieku.

Podam prosty przykład: mamy człowieka, który w samotności, poczuciu izolacji grzebie się w tych emocjach, ogląda je, przegląda, odczuwa. I nic poza tym nie robi, bo przecież one są obezwładniające. Mamy człowieka, który w samotności próbuje tworzyć i czasem czuje flow, czasem nie. Mamy człowieka, który w samotności wsłuchuje się w siebie i patrzy co mu się jawi, zna jakieś swoje wewnętrzne symbole i światy i intuicyjnie je łączy, rozwiązując jak równanie matematyczne swój stan mentalny. Mamy następnie człowieka, który z tą wiedzą, akceptacją i porozumieniem tworzy. I czuje wenę… tak naprawdę zawsze. Bo żeby móc tworzyć należy się wpierw O-tworzyć na kreatywność istniejącą wszędzie wokół, zmuszającą czasem do stworzenia W SOBIE przestrzeni twórczej, a nie wylewania z siebie siebie np. na płótno czy kartkę papieru. Chodzi o to, że wszelka kondensacja mocy twórczej może zajść na różne sposoby – dla jednych będzie właśnie wyrzuceniem z siebie potoku tego co w nim siedzi, dla innych skrupulatnym tworzeniem, a dla innych nieustannym procesem bycia w natchnieniu, które kieruje on na te aspekty, jakie przed nim życie stawia. To co tworzy jest naturalną częścią jego osoby i nie walczy z tym, że samotność jest tak samo nieuniknioną tego cechą, ponieważ wymusza zajrzenie w głąb siebie i zobaczenie, co tam tak naprawdę jest. Do tego źródła inspiracji, które nigdy się nie kończy. Sposób tworzenia też wynika z tego, jak podchodzimy do swojego wnętrza. Warto to zaobserwować, ale trzeba to zrobić samemu.

 

Znalezione obrazy dla zapytania samotność obraz artysta
SAMOTNOŚĆ Radek Inny

Samotność dla artystycznego umysłu, w Filozofii Kreacji, jawi się więc jako część mentalna człowieczego życia i konieczność dla osób „czujących więcej”, gdyż umożliwia im eksplorację jaźni i doświadczanie transformującej siły samotności (a raczej tego, co z nas wypływa podczas takiego wsłuchania się w ciszę). Samotność w Filozofii Kreacji to po pierwsze spojrzenie na słowny aspekt „dyskursu o samotności” i jej jako takiej – co otwiera w umyśle, co przywodzi na myśl, co siedzi nam w podświadomości w związku z nią. Po drugie, formy działania wobec niej, czyli relacja jaką przyjmiemy: wobec siebie samotnego, wobec naszego narzędzia twórczego – czy w obliczu samotności jest dalej piórem, pędzlem, dłutem, czy staje się przedmiotem do komunikacji z głębokimi warstwami nas samych? I relacja wobec świata i innych ludzi, jaką przyjmujemy (czy samotność jest izolacją, czy raczej specyfiką mentalnej drogi). Po trzecie, jest to doświadczanie, czyli budowanie kreacji dzięki wglądom w samotność, odkrywanie swoich inspiracji, tworzenie wewnętrznej mapy, rozbijanie jej, transgresja, otwartość na transformacje, jaka przychodzi z określonej profesji, pasji, jaką spełniamy. To doświadczanie poprzez indywiduum, jakim jesteśmy. Może być formą sztuki, estetyką, filozofią, albo elementem rozwoju duchowego. Zależnie, jak sami postanowimy, kiedy trzeźwo zerkniemy na samotność.

Funkcja rozwojowa samotności, a zatem kreatywna, jest niepodważalna, prawda? Trzeba jednak zastanowić się też czym może stać się ów rozwój, kiedy weźmiemy pod uwagę wielość skojarzeń i stanów, będących częścią samotności. Tym bardziej ważnym staje się fakt, by podchodzić do wszelkich zjawisk – i w świecie i w sobie – z dozą hermetycznej mądrości, poczucia wspólnoty na tym intelektualnym poziomie i chęci do eksploracji siebie. Bowiem nie zawsze cisza podpowie nam dzieło stulecia. Czasem wypłyną demony. Czy jesteś gotowy, by z nimi/sobą porozmawiać? Relacyjność i doświadczanie samotności wydają mi się właśnie tą gotowością, by niezależnie od barw tego, co siedzi w głębi indywiduum, umieć to transformować w iście alchemicznym stylu w imię swojej pasji, tego co tworzymy. Można tworzyć w imię samotności, ale to by znaczyło stać się nią, więc już prędzej: tworzyć poprzez nią, by ona mogła się wyrazić. Tak jak ja tworzę poprzez słowa, daję im pełne prowadzenie i zaufanie. Trudne bywa jednak życie w intelektualnym odosobnieniu i w pewnym momencie nasze ja też zechce coś stworzyć. Dajmy więc sobie przestrzeń i odwagę, by nie mylić metod, stanów i emocji z kreatywnością, która jest zupełnie wolna i w istocie – to ona może transformować samotność. A w co? Może spełnienie? Ktoś by nie chciał?

 

 

 

 

 

 

 

 

Świadoma samotność koanem dla umysłu

 

 

 

 

 

Kondensacja mocy twórczej musi się jakoś uwolnić, jakoś zasygnalizować swoją obecność w twórcy przemierzającym meandry samotności. Przydałoby się coś, co pozwoli rozładować to, zrobić przepływ. Jak już wcześniej przytaczałam, haiku, czyli krótkie formy zawierające sobą wręcz lustro danej chwili, są pięknym, wyrazistym przykładem na wyrażenie bezgranicznej akceptacji. To forma, która spaja w sobie całą paletę uczuć i emocji, ale są one w pewien sposób minimalistyczne. Podmiot bowiem, tworząc, jest świadom samego siebie i otoczenia. Dlatego konstrukcja haiku zawiera tzw. kireji , czyli cięcie, które dzieli tekst na dwie odrębne części… Cięcie samo w sobie wybija umysł z dotychczasowego rytmu.

Często, aby wyjść z zapętlenia samotnych emocji (i innych skutków jakby przymusowej samotności, izolacji), należy wpierw rozbić transgresyjnie te pętle i mury, jakie oddzielają nas od jasnego, klarownego umysłu. Jak uczniowie praktykujący medytację zen, rozpraszają się, dostają specjalnym kijem od mistrza po plecach. To szkolenie umysłu w sposób bezpośredni. Najłatwiej poprzez słowa, wszak „jest słowem wszechświat mentalny”. A koan bywa, że niektórzy wybierają jeden na całe życie, tak jak mantrę choćby. I jest to ich prywatne, mentalne przypomnienie o nieskończonej dynamice i niepoznawalności świata.

 

Wyobraź sobie pokój. Okno w pokoju jest otwarte. I wyobraź sobie byka za oknem. Byk przechodzi przez okno. Przeszedł cały poza ogonem. Dlaczego ogon nie przeszedł?

 

mistrz pyta ucznia:
– jakie jest twoim zdaniem znaczenie i cel życia
uczeń (lekko speszony):
– mistrzu… nie wiem
mistrz:
– …ja też nie

 

Najlepszy koan, czyli pytanie, przypowieść, stwierdzenie, które pozbawione jest logicznej spójności, wyrywa umysł ze stagnacji. Stawia go w pozycji pokory i szacunku wobec ogromu rzeczywistości i tego, że schematy rozumowe i emocjonalne (!) bywają falami czasowych iluzji. Tak długo trwają, jak długo poświęcamy im swoją uwagę.

Najlepszy koan dla człowieka współczesnego, szczególnie takiego, który nie jest związany z duchową tradycją koanów, zen (czyli japońskim rozwinięciem buddyzmu chan z Chin), to pytanie nurtujące daną osobę nieustannie. Może dla kogoś będzie to trywialne „Co było pierwsze…?”, dla kogoś „Czy bóg istnieje?” A dla artysty… „Czy sztuka ma sens?” „Czy warto tworzyć?” Dość często w chwilach samotności takie właśnie pytania mogą z nas wypływać. Kiedy zamiast być w fali kreacji, poddajemy się emocjom i rozważaniom.

Nasz umysł wyciąga na powierzchnie wątpliwości…

a może to są właśnie koany wprost z naszego najgłębszego ja? Z tego miejsca, w którym rodzą się nowe idee, z tego tunelu percepcyjnego, jaki otwiera się w chwilach wsłuchania w ciszę.

 

Deszcz kwiatów (opowieść zen)

Subhuti był uczniem Buddy. Potrafił pojąć potencjał pustki – poglądu, według którego nic nie istnieje inaczej, jak w swoim związku z subiektywnością i obiektywnością.

Pewnego dnia, w nastroju wzniosłej pustki, Subhuti siedział pod drzewem. Zaczęły na niego opadać kwiaty.

– Chwalimy cię za rozprawę o pustce – szepnęli do niego bogowie.

– Ale ja przecież nic nie mówiłem o pustce – rzekł Subhuti.

– Ty nie mówiłeś o pustce, a my nie słyszeliśmy o pustce – odpowiedzieli bogowie. – To jest prawdziwa pustka.

A kwiaty opadały niczym deszcz.

Jarosław JAŚNIKOWSKI, „Twierdza samotności”

Dzięki słowom wybijamy umysł z gęstwiny bodźców zewnętrznych i schematów dyskursów. Bo bez tej podstawowej uważności na to, co wyściela nasz umysł (myśli, słowa, obrazy), trudno będzie nawigować w nim i w różnych stanach świadomości, w jakich się znajdujemy. Dzięki tym elementom w naszym wnętrzu, które stanowią o potencji twórczej i tętnią kreatywnością, oprócz tworzenia, możemy także oczyścić ów umysł, by to, co w nim zalega zostało uwolnione.

 

Na to samo pytanie
Pada ta sama odpowiedź.
W ryżu jest piasek,
W błocie są ciernie.
(Mumonkan)

 

Każdy ma swój sposób na siebie, lecz nie zawsze jest to sposób uświadomiony. Metoda działania (instynktownego czy intuicyjnego) w obliczu smutku, samotności czy cierpienia, jest łatwa do zaobserwowania. Nawet gdy pozostajemy w punkcie ogólnego dynamizmu świata, nie uda się nam przeoczyć bogactwa płynącego z dostrzeżenia w tych cyklach rytmu. Dzięki temu, że określimy swoje reakcje na coś, będzie nam łatwiej nawigować w danym stanie. Poruszać się po ciemnych zakamarkach własnej psychiki, doglądać źródeł inspiracji, jakie stamtąd tryskają. A może są przytłumione i należy je odsłonić? A może kłębią się tam pytania, które jak koany otrząsają nas z egoistycznego zapomnienia o swoich potrzebach?

Spróbuj coś wyrazić przed samym sobą – w prostych słowach. Uczucie, zewnętrze, pogodę, symbol. Niech wypłynie pytanie lub zwątpienie i stanie się twórczym obrazem danej chwili.

Samotność to temat rozległy, niosący ze sobą wiele trudnych refleksji, jak i głębokich wglądów. Głębokich na skalę mistyczną. To także temat bardzo żywy dla artysty, szczególnie takiego, który zmaga się z umiejętnością ekspresji, wyrażania, wyjścia z tym co ma do świata. Można rzec, że poczucie odrębności, bycie pionierem, inny sposób myślenia, to tak naprawdę wielki dar. Jeśli go zaakceptujemy – otworzy przed nami prawdziwy kosmos inspiracji i wiedzy. Mądrości rodem z pism hermetycznych. I tutaj nie ma już samotności. Jesteśmy w tym wszyscy razem – mentalnie przekraczamy granice i ograniczenia, jakie mogą stanąć na drodze naszej twórczości. To ona prowadzi – nieokiełznana pasja.

 

 

 

 

 

 

 

 


Źródła i interesujące teksty dla pogłębienia wiedzy w tym temacie:

  • „Zrozumieć samotność. Studium interdyscyplinarne”, red. P.Domeracki i W.Tyburski, Wyd.UMK Toruń 2006r.,

a szczególnie w tym zbiorze: „Meandry filozofii samotności” – Piotr Domeracki | „Destrukcyjny czy twórczy charakter samotności (ujęcie systemowe)” – Anna Latawiec | „Samotność jako szansa – droga do doskonałości i spełnienia” – Jan Wadowski | „Przekraczanie murów samotności. Dlaczego i jak należy przekraczać poczucie duchowej samotności?” – Halina Romanowska-Łakomy | „Samotność geniusza” – Kinga Kaśkiewicz | „Osamotnienie artysty – wybór czy konieczność?” – Stefan Konstańczak (i cały rozdział 7: Estatyka a samotność).

  • „Samotność i osamotnienie”, red. M.Szyszkowska, IWZZ Warszawa 1988r.
  • „Haiku” Czesław Miłosz
  • „Filozofia zen” Agnieszka Kozyra
  • „Bezbramna Brama” Wumen Huikai (zbiór koanów)
  • Filozofia Indyjska – Buddyzm początek i rozwój <klik do mojego zbioru>
  • Filozofia Chińska – Daoizm <klik do tekstu>
  • „Realność świata zewnętrznego” – kartezjańskie refleksje <klik>

Pierwszy tekst w serii Podziemia Kreacji:

Podziemia Kreacji 2: Samotność kondensacją siły twórczej
max res default

Ten post ma 3 komentarzy

Dodaj komentarz

Close Menu
×
×

Koszyk