Podziemia Kreacji 3: Symbole wrotami do podświadomości

W trzecim już artykule z cyklu kreacyjnych podziemi, takie tematy:
symbole – archetypy – baśniowość – fantasy – wizualność i wyobraźnia – droga twórcza, poprzez spójne wizje wprost z korzeni – mandale słów, czyli pisanie spiralne – nieskończoność aktu twórczego

Podobny obraz

W tytule należałoby jeszcze dodać „spiralnymi” wrotami. I nie tylko podświadomości, co także kreacyjnych korzeni: nieskończoności aktu twórczego i inspiracji stwórczej… Symbole są wizualne, cykliczne, odwołują do światów „na granicy”, do określonego uniwersum mentalnego ludzkości. Takim są na przykład utkwione w archetypicznych motywach związanych z korzeniami, oniryzmem (balans duszy-ciała-umysłu): baśnie, przypowieści, historie i miejsca fantastyczne. Są to opowieści niebywale wizualne, symboliczne… I KOŁO SIĘ ZATACZA. A zarazem jest swoim rozwinięciem, ponieważ odczytując je tu, teraz, jako ja lub nie ja – aktualizuję je. Swoją z symbolami relacją. Przenoszę się poprzez ich (wizualną, słowną) Bramę Wizyjną, do archetypicznego uniwersum, by odnaleźć w opowieści swej psychiki, duszy, a nawet ciała – indywidualną spójność tego, z aktem twórczym swego życia. Uzyskując spójność, równoległość światów, dzięki aktowi wyobraźni, mogę tworzyć i kreować tego typu symboliczne wizje.

 

Drzewo spełniające życzenia

Tekst: Dzayanyin, Kroniki Leśne

Zrelaksuj się i odbądź ze mną mentalną podróż poprzez korzenie kreacji

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Karolina Matyjaszkowicz

 

 

Symbole aktualizacją nieskończonego aktu twórczego

 

 

Znajdujemy się w podziemiach kreacji, czyli tym miejscu – świadomym lub nie – w którym kryją się, tworzą i skąd wychodzą twórcze wizje. Pomysły, idee. Wejdźmy jeszcze głębiej umysłem w tę przestrzeń. Miejsce kreacyjnej bazy, gdzie wszystko zdaje się dosyć podobne, a jednak… jest różnorodne! I wyraża nieskończoność wszechświata oraz naszych działań. Czy dla twórcy nie bywa to przerażające? Że czasem myślimy: a może już ktoś to wymyślił? A jaki jest sens? A po co ja to robię i po co akurat tak? Przecież to już było? I niech te podstawowe pytania, jakie czasem się nasuwają będą podporą w tej podróży. Bowiem nie jest to świat łatwy do uchwycenia. Świat iście baśniowy i fantastyczny, pozbawiony granic świat wyobraźni. Wyłania się stamtąd coś znanego – to archetypy, symbole, słowne czy wizualne – obecne od zawsze w porządku ludzkiej myśli.

Czujesz o czym mowa? Jesteśmy w zbiorniku nieskończonej kreacji. Tu przeplatają się wizje z dziecięcych kołysanek, krwawych baśni, tworów fantasy i twoich kreacyjnych pomysłów. Czy da się „stworzyć” coś odrębnego od tych najbardziej podstawowych „motywów”? Wszak tak czy inaczej – stworzymy pewien koncept, symbol, tunel rzeczywistości. Nie chodzi tu o bycie ponad i szukanie tak bardzo nowatorskich rozwiązań, że aż krew się leje z wysiłku… Chodzi o pozwolenie sobie na stworzenie czegoś tak bardzo zakorzenionego w swym indywidualnym podejściu do kreacji, że stworzysz nowy symbol. Aby inni mogli wejść w niego, odnaleźć w nim coś sobie znanego, jakiś inny archetyp, inny świat. I tak koło kreacji będzie się toczyć.

Jest w tym coś magicznego prawda? Jednak nie o tej magiczności chcę na początku mówić, a o samych symbolach, aby potwierdzić niejako to, co wyżej napisałam. Zatem – symbole są bramami, poprzez które możemy przejść do pewnego: dyskursu, uniwersum, zestawu znaczeń itd. Oczywiście sam symbol jest czymś więcej, niż słowno-mentalnymi łatkami. To wibracja kształtów i często też dźwięków. Dlatego przecież można bardzo szybko wyłapać znaczenie, a nie wygłaszać przemowy o poszczególnych elementach symbolu. Symbole są konkretami. Co więcej – są też znakami takimi, jak litery czy cyfry. Alfabety, geometria, ciągi Fibonacciego i inne fraktale. Na potrzeby Filozofii Kreacji nie będę zanurzać się w to czym jest symbol, bowiem nie jest to przedmiotem tego wywodu. Symbol nam jest potrzebny, jako brama dla wyobraźni (ja sobie mówię wręcz Brama Wizyjna) do konkretnego uniwersum mentalnego (ludzkości, a jakże). I od razu posłużę się kilkoma przykładami:

 

Znalezione obrazy dla zapytania symbol
ten znak jest prozaiczny, ale przecież już wiesz o co chodzi 🙂
Znalezione obrazy dla zapytania symbol
Om, czyli równocześnie dźwięk, symbol i słowo (sylaba) z sanskrytu, oznaczający całość kosmosu, pierwotne tworzywo, brahmana
Znalezione obrazy dla zapytania symbol
nieskończona ósemka, czyli symbol nieskończoności i cykliczności
Znalezione obrazy dla zapytania lunula symbol
trochę koślawa (wybaczcie) Lunula, czyli słowiański boginiczny symbol księżyca
Znalezione obrazy dla zapytania symbol
chiński znak harmonii przeciwieństw i siły życiowej
Znalezione obrazy dla zapytania symbol
proste skojarzenie z pewnym dyktatorem nie jest obecnie tak oczywiste – symbol jest obecny z małymi wariacjami w kulturze zarówno słowiańskiej, jak i hinduskiej

 

Znalezione obrazy dla zapytania śri yantra
śri Yantra, tantryczny diagram, który symbolizuje układ kosmosu i ludzkiego ciała, ukazując niedwoistość rzeczywistości (pierwotną jedność)

 

 

To bardzo niewiele symbolów, jakie można ukazać. Niektóre są definicją wszechświata, albo ludzkiego życia. Inne stanowią silne symbole ochronne. Są takie, które przyciągają miłość czy bogactwo. Są też litery alfabetów, wzięte za powtarzalne znaki. No i są wreszcie symbole=logo, reprezentujące pewną ideę, a nie tylko firmę czy spółkę. Niezależnie od użycia, istnienie symboli w ludzkim świecie – materialnym, mentalnym i duchowym – jest niezaprzeczalne. Na poziomie hermetycznym, czyli przyjąwszy, że wszechświat jest mentalny, samo ich istnienie jest interesującym powodem do refleksji. A mianowicie można było symbolami zakodować tajne teksty czy formuły magiczne (czarodzieje, alchemicy itp.), a pięknym dostojnym alfabetem uwiecznić święte teksty.

To >naznaczenie< danej wizji, danego uniwersum dla wyobraźni, pomagało (i pomaga nadal) dostroić się niejako do owego aspektu rzeczywistości, jaki ma być przekazany, ukazany, otwarty.

Weźmy teraz książkę: jej okładka ma nam pomóc zrozumieć tematykę, lub być tajemniczą zachętą do lektury, w zależności jak rozpracujemy tę możliwość. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tylko swoją twórczością (samym tworem-bytem) zapraszać innych do kawałka swej wizji. Można zaprosić innych do całego spektrum z nią związanego: odczuwania sobą danej lektury. Piszę o tym nie po to, by teraz przykazywać wszystkim, aby naznaczali symbolami swoją twórczość! (uśmiech) Ale po to, by zobrazować siłę pewnej intencji, jaką mamy po pierwsze w sobie – w miejscu, z którego wychodzi cała kreacja.

 

Czy to miejsce jest plątaniną bagnistych korzeni i pełne zapachu sekretnych labiryntów, a wilcza łapa w nich przewodnikiem? Czy to miejsce świetlistych dusz fruwających beztrosko ponad ziemią? Czy to konkretne miejsce na ziemi ze swoimi barwami, tańcami i… językiem? Słowami? Czy to jakieś dźwięki, albo kaniony, a może pradawne bóstwa? A może jest to sypialnia pachnąca różami, albo jakaś latryna na odludziu i stęchlizna opuszczonej chaty za wzgórzem?

 

Posłuchajcie kochani Twórcy – niezależnie, skąd wyrasta wasza wizja, ma ona pewne cechy, które można podporządkować do kilku archetypów, symboli, znaków. Które można umieścić w pewnym mentalnym uniwersum, czy jak wolicie – dyskursie.

 

Symbole zatem, jako bramy dla wyobraźni, pomagają połączyć się z określoną wibracją, barwą, wszechświatem wiedzy z określonej dziedziny (dziedzin). A ostatecznie – czy to u swego źródła czy na końcu trasy – odwołują do naszego indywidualnego aktu twórczego, który jest spójny z tym aspektem rzeczywistości, jaki w nas gra (czy grał). I ten aspekt rzeczywistości jest smboliczny, bo jest wizualny, zaprzęga do pracy wyobraźnię, jest tańcem wizyjnym, jest całym rozwibrowanym kosmosem kreacji.

 

Ja, poprzez symbol SPIRALI, chcę zabrać was teraz do uniwersum kreacji.

Dlaczego symbol spirali wybrałam, jako najbardziej pasujący do opisu tego procesu? Sami spójrzcie na spiralę. Zobaczcie jej totalną obecność w świecie (ciąg Fibonacciego udowadnia obecność spirali w przyrodzie, muzyce i ludzkim ciele). Możecie doświadczać symbolu spirali na różnych obszarach życia. Jest ona cykliczna, ale ma też w sobie pewną wertykalność – nie zataczamy całkowitego koła, ponieważ każdy powrót do „punktu wyjścia”, jest rozpoczęciem zupełnie nowej podróży. A akt stwórczy jest nieskończony i dowodem na to cykl narodzin i śmierci. Destrukcja i urodzaj w przyrodzie. Nasze mentalne pętle, którymi docieramy do skarbów wiedzy o sobie samym.

 

 

 

 

Podobny obrazZnalezione obrazy dla zapytania spiral symbolObraz może zawierać: roślina

Podobny obraz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Światy na granicy i jakimi obrazami są w kulturze ukazywane

 

 

Mamy to! Symbole odwołują ostatecznie do bardzo „grząskiego” tematu (bo spirytystycznego że aż użyję tego słowa!). I przenoszą to równocześnie do namacalnego świata (aspekt wizualny, obecny w nas czy przyrodzie czy jakiejś cząstce wiedzy ludzkości). I równocześnie… do zbiornika podświadomości! Do tego wszystkiego w nas co nieuświadomione, co gdzieś tam pracuje nieustannie, gdzie przelewają się wspomnienia, idee i pomysły i często na tym się kończy.

Pisanie o Podziemiach Kreacji jest właśnie po to, aby ukazać możliwości pracy z tym obszarem kreacji i rozwijanie go. Wspaniałymi przykładami na bezpieczne ukazanie „tego świata” są baśnie czy ludowe opowiastki. Wiadomo, że były krwawe i dość posępne, ale…

 

baśnie opowiadają właśnie w sposób symboliczny o odwiecznych prawach życia i śmierci, człowieka i jego miejsca w przyrodzie oraz kosmosie. O relacjach międzyludzkich. I co wreszcie – o wewnętrznej inicjacji. O przechodzeniu przez te „granice” znanego-nieznanego! O umiejętności (którą trochę zatraciliśmy) dostrzegania symboli, jako wrót do nieskończoności, jako momentu zatoczenia kręgu po spirali i pójścia krok dalej w swym samopoznaniu. Archetypy ludzi czy zwierząt, występujące w baśniach, dają realne odwołania do cech charakteru, emocji, zachowań, rysują schematy działania i myślenia – też w tym „grząskim”, nieznanym świecie, tam gdzie wszystko się kończy i zaczyna.

 

Baśniowość, jako pewien styl – już idąc dalej z tym motywem – jest bardzo sensualna. Pewnie dlatego ta cielesność, ziemistość i krew w baśniach. Im bardziej opowieść rdzenna, ludowa, posiadająca wiele odsłon, tym więcej w niej ludzkich i przyziemnych motywów. Odwołuje się do nas kolorami, zapachami, prostymi jak drut symbolami z natury (np. drzewo, ocean). Konkretnie łapie za kark zdarzeniami typu odcięcie ręki, symboliczna śmierć i podróż w zaświaty, utrata oka itp. Dodać wypada tutaj, że kultury archaiczne inicjowały tak członków społeczności regularnie – nie tylko szamanów, ale też dzieci wstępujące w dorosłość, trzeba było „symbolicznie” – poprzez określone praktyki – oderwać od znanego. Pokazać większy świat, w którym jesteśmy zaledwie ziarnkiem. Ale za to jakim – ukazać też, że z tego ziarnka wyrośnie drzewo lub kwiat. I jaka to odpowiedzialność oraz jaka w tym przygoda równocześnie.

 

W Nowej Gwinei gdy chłopiec zostaje poddany rytualnemu zranieniu, „Matka” trzyma chłopca na kolanach, obejmuje, uspokaja. Po wszystkim sadza chłopca na plecy i zanosi nad wodę – obmywa z krwi, a potem po powrocie do Obrzędowego Domu, smaruje mu rany oliwą.[3] (Pyrek-Inicjacja)

2
Karolina Matyjaszkowicz

 

Wróćmy do onirycznej, wizualnej przygody, jaką fundują nam baśnie (i podobne historie) – zapraszają nas do symbolicznych i archetypicznych korzeni danej kultury i jej duchowości. I tak też jest z kreatywnością – możemy odkrywać jej światy, podążając za wewnętrznymi symbolami aktu twórczego – na dany moment, jak i tego nieskończonego, spiralnego, który tworzy nasze życie, jako twórców. Możemy to rozszerzać i odnajdywać np. w kreacji swej symbole i motywy rdzenne dla naszego pochodzenia, albo zanurzać się w inne.

I wreszcie – tworzyć te światy równoległe, własne tunele rzeczywistości, utwierdzone na tym wcześniejszym rozpoznaniu tego co >moje<, a co jest częścią społecznej etykiety, schematu, nawyków podświadomości, czy nawet kompulsywności. Możecie zapytać znów: jak odnaleźć w tym wszystkim WŁASNE WIZJE I ESENCJĘ swej sztuki? A potem sznurek pytań: no i po co to robię, jak tyle już jest itd… Nie będziemy brodzić w tych pytaniach.

Ale zapytać siebie i naprawdę chcieć uzyskać odpowiedź – to jest zadanie dla prawdziwych wojowników kreacji.

Symbol spirali przychodzi tu z pomocą. Ponieważ uświadamia, że niezależnie od tego skąd jesteśmy, kim jesteśmy etc., to tak czy siak skoro tworzymy i podjęliśmy się tej drogi w życiu, to mamy do dyspozycji całe uniwersum swej indywidualności. Która ma swoje podstawy i bazy, punkty styku i odwołań, symbole czy upodobania.

Akt stwórczy jednak oraz zbiornik inspiracji nie będzie powtarzalny, będzie odkrywaniem danego aspektu, jaki chcemy wyrazić (albo jaki chce być przez nas wyrażony). Bo jako stwórca wiesz, że wizje się zaczynają i kończą, że je się realizuje, spełnia. Że się wyraża i idzie się dalej za kreacją, która jest ciągle swoją pełnią, ciągle wraca do swego centrum. Chce być tworzona na nowo i zawsze znajdzie się forma czy treść, jakieś uniwersum w sam raz na ten czas i miejsce.

Dzięki świadomości spiralnego aktu stwórczego, jakoby aktu narodzin i śmierci równocześnie, zakotwiczamy się w swojej indywidualnej przygodzie kreacyjnej. Mamy zaufanie do rezerwuaru symboli, jakie nam towarzyszą, ale dajemy im (sobie przede wszystkim) WOLNOŚĆ. Wolność umysłu gwarantuje to, że symbole będą tymi brami wizyjnymi, a nie pułapkami, w których utkniemy (i wtedy rzeczywiście twórczość może stać się uciążliwa, nudna, powtarzalna).

 

Wolność umysłu to wreszcie możliwość czerpania ze źródeł kreacyjnych, ze źródła spiralnego procesu twórczego i aktualizowania go na nowy sposób. Bo czas, miejsce, stan umysłu – cokolwiek chcesz – zawsze są inne. I każda relacja z tym, co piszę będzie inna i dla mnie i dla ciebie – gdy to przeczytam ja po napisaniu, gdy przeczytasz to ty. Albo gdy te słowa wyfruną rzeczywiście w jakieś hermetyczne uniwersum, i ujawnią się innemu hermetycznemu umysłowi, w imię wolności umysłu i sztuki 🙂

 

 

 

 

Karolina Matyjaszkiewicz

 

 

 

 

 

 

Fantastyczne przykłady spiralnych procesów twórczych i magiczne transformacje 

 

 

Skoro powiedzieliśmy sobie już trochę o podstawach myślenia o akcie kreacyjnym, o bazie dla mentalnej symboliki artystów, to teraz czas na konkretne wizualne przykłady oraz praktykę.

Praktyką najważniejszą jest oczywiście obserwacja i uważność, ale o tym możemy porozmawiać przy innej okazji (zapraszam do kontaktu).

 

Teraz chcę pokazać, jak symbol staje się aktem kreacji!

Jak twór i jego twórca stają się tworzeniem. 

 

Kiedy uruchomiony zostaje ten taniec spirali, końca i początku, kiedy widzimy już spiralę – kreatywny, życiodajny, seksualny wręcz symbol – siedzącą u podstawy świata, która wyściela podświadomość, a baśniowe i archetypiczne historie są wędrówką po niej, poprzez nią... Uwolnienie (indywidualnej, ale jakby to powiedzieć… energia jest jedna!) energii twórczej (bo przecież jest życiodajna, jak całość kreacji) następuje, kiedy zaczynamy postrzegać to jako inspirację do całej swej drogi kreacyjnej. A nie jako umysłowe zapętlenie.

 

By stać się przestrzenią stwarzania, zachowując równocześnie koncentrację wizyjną, należy wejść w przepływ kreacji jako takiej (jako tego właśnie symbolu niekończonego aktu twórczego). Jak wiemy wena, flow, kreatywność są to stany wielce wodniste, niebywale płynne i kiedy coś się blokuje, to często właśnie przez to, że nasz umysł się gdzieś zatrzymuje i traci jasność. Traci grunt, zapętla się sam w sobie (np. w pytaniach a po co, już wszystko było..). 

 

Zamieńmy się na chwilę miejscami, bądźmy odbiorcami sztuki, którzy czują i wchodzą w relację z dziełami. Mam do przypomnienia dwóch twórców, którzy swymi fantastycznymi wizjami zaciągnęli do swych uniwersów połowę (jak nie więcej) świata. Tolkien i Sapkowski – dwie różne wizje fantasy, ale bezkompromisowo właśnie są to światy oniryczne, światy na granicy, ale też bazujące na różnych archetypach i symbolach. Wchodząc w kontakt z ich dziełami, jeśli ogólnie lubimy dany klimat, to przepadamy w nim całkowicie. Autorzy sprawnie połączyli swoje pomysły z czymś bardziej ogólnym.

 

Podobny obraz
Wiedźmin fan art

W przypadki Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego jest to słowiańska kultura, demonologia, a nawet cały światopogląd słowiański i pogański ogółem. Pamiętam, jak w dzieciństwie chowając się z którąś już częścią Wiedźmina pod stolikiem na lekcji informatyki, doznałam tzw. mindfucka, gdy czytałam fragment dotyczący kolistości czasu i wszechświata. Była to mini koncepcja kosmologiczna, pogańska a jakże!, która rozłożyła mnie na łopatki – że można wylecieć tak daleko ze swą wizją historii, z rozszerzeniem tego uniwersum, fikcyjnego przecież, o bardzo pradawne wierzenia, które z łatwością można odczuć w sobie – i odczuwa się bezwzględnie… A zarazem stać tak twardo na ziemi, jak to potrafi tylko Geralt z Rivii! Coś było w tym uniwersum, w tym tunelu rzeczywistości, że z łatwością wciągnął on miliardy ludzi w te historię 😉

 

Jak powszechnie wiadomo, Wszechświat – podobnie jak życie – toczy się kołem. Kołem, na którego obręczy zaznaczono osiem magicznych punktów, dających pełny obrót, czyli cykl roczny. Punktami tymi, leżącymi na obręczy koła w parach dokładnie naprzeciw siebie, są: Imbaelk – czyli Kiełkowanie, Lammas – czyli Dojrzewanie, Belleteyn – Rozkwit oraz Saovine – Zamieranie. Są także na kole zaznaczone dwa Solstycja, czyli Przesilenia – zimowe, zwane Midinvaerne oraz Midaete, letnie. Są także dwa Ekwinokcja, czyli Równonoce – Birke, wiosenna i Velen, jesienna. Daty te dzielą okrąg na osiem części – i tak też w kalendarzu
elfów dzieli się rok. (Sapkowski „Wiedźmin: Wieża Jaskółki”, s. 3)

 

Co do Tolkiena, to seria Władca Pierścieni były moimi pierwszymi true książkami przeczytanymi w dzieciństwie. Świat bez żadnych odnośników do tego, co realne i znane bardzo mi się podobał. Może i była to forma ucieczki – zaczytywać się i tworzyć fantastyczne światy. Lecz potem przekonałam się, że to nie wszystko. Że Tolkien stworzył cała mitologię Śródziemia (bardzo polecam Silmarilion), gdzie wyłożył np. powstanie świata z dźwięku! (nie tak obca już i fantastyczna koncepcja, poza tym Tolkien kochał słowa – języki, a słowo to też.. dźwięk:)).

A potem wyczytałam dobitne stwierdzenie samego autora, jakie miał założenia przy pisaniu i tworzeniu całej opowieści, że były to bardzo proste i konkretne schematy (to wiadomo): czyli dobro, zło, człowiek, przyroda itd… Co mnie zadziwiło, to otwarte i bardzo bezkompromisowe potwierdzenie autora, że on naprawdę o tym myślał, wiedział, działał z namysłem, że to nie było „ot tak się napisało”, ot tak bo Hobbit był dla dzieci. Nie, to było świadome tworzenie uniwersum w oparciu o konkretne idee i założenia, a nawet pewną wewnętrzną, indywidualną misję, jaką Tolkien odkrył w zakamarkach swojej duszy czy umysłu. Ukazywać proste schematy ludzkich zachowań, ścieranie się dobra i zła, światła i cienia. Graniczność. Poszedł w refleksji o swojej twórczości nawet dalej, bowiem uznał, że jego Silmarilion dotyczy ostatecznie „problemu relacji między Sztuką (i wtór-stwarzaniem) a Pierwotną Rzeczywistością”.

 

[…] podstawową moją pasją był ab initio mit (nie alegoria!) oraz baśń, a nade wszystko heroiczne legendy z pogranicza baśni i historii, których jest w świecie (dostępnym dla mnie) o wiele za mało jak na mój apetyt. […] Nie jestem jednak „uczony” w kwestiach mitu i baśni, w takich bowiem sprawach (o ile je poznałem) zawsze poszukiwałem określonego materiału, rzeczy mających pewien ton i atmosferę, a nie zwykłej wiedzy. […] Mit i baśń muszą, tak jak i cała sztuka, odzwierciedlać i zawierać rozcieńczone elementy moralnej i religijnej prawdy (lub błędu), ale nie w sposób bezpośredni, nie w znanej formie pierwotnego, „prawdziwego” świata. […] W każdym razie cały ten materiał dotyczy Upadku, Śmiertelności i Machiny. (z: listu J.R.R. Tolkiena do Miltona Waldmana, 1951r [w:] Silmarillion, s.15-17)

Podobny obraz
ALAN LEE, Silmarilion

 

Chcę tymi przykładami światów fantastycznych (jak i baśni) pokazać, że niezależnie od wizji, a szczególnie takiej utkwionej w bardzo samodzielnym i świadomym podążaniu ścieżką kreacji, jesteśmy częścią wielkiego uniwersum. Można mówić uniwersum mentalnego, duchowego, symbolicznego, dyskursu. Cokolwiek chcecie. To jest przestrzeń otwarta sama w sobie i wszystko jest w niej możliwe, bo oparta jest na wolnym (transgresyjnym) umyśle i dynamicznej, twórczej i życiodajnej energii kreacyjnej, którą wolną wolą i pasją możemy zaprzęgnąć do tworzenia przy pomocy jakichś artystycznych narzędzi. Uniwersum kreacyjne pozwala na wejście w nieskończoność aktu stwórczego, w ten tunel czystego przepływu inspiracji, nawet umiejętności. I jeszcze raz muszę powtórzyć, dlaczego jest to uniwersum „podziemne”, bazowe – ponieważ opiera się na archetypicznym, symbolicznym myśleniu, na podstawach ludzkiej egzystencji, która jest spiralna, fraktalna, która jest w ciągłym cyklu narodzin i śmierci, stwarzania i kreowania, dawania życia – choćby w seksualnym przepływie, albo przypływie twórczej weny.

Kiedy zaś uzyskamy tzw. koncentrację wizyjną na ten fakt i aspekt swojej kreacji, możemy świadomie i z coraz większą wprawą poruszać się po tym świecie. Być stwórcą w coraz większym sensie, zaprzęgać jako swe narzędzia symbole czy znaki, miejsca czy barwy, wibracje czy konkretne słowa. Bo i słowa, mowa, odpowiednie ułożenie słów tworzą obrazy i zaklęcia.

 

 

Czarowskie porzekadło mówi:

 

Pracuj dla siebie, a wkrótce zobaczysz, że twoje Ja jest wszędzie.

 

 

Magia tkwiąca w tej nieskończonej kreacji, polega na zmianie samej świadomości (że to istnieje, że widzę symbol) w wolę = akt (że go poznaję, że go czuję, że idę w jego uniwersum, że się inspiruję).

Magia tego procesu tkwi także w fakcie transformacji tego, co niewidoczne, tej ukrytej rzeczywistości (np. na granicy), czy mówiąc językiem alchemicznym – energii – w określoną formę, koherentną z jakością tego, co było ukryte.

Wyobraźnia umożliwia rysowanie, oznaczanie tych przestrzeni pomiędzy światami, słowami, gdzie wszelkie fantasy staje się realne, dzięki użytym metodom, albo symbolom, które pozwalają innym doświadczaćI transformować w sobie nasz twór.

Może sztuka współczesna miałaby problem, żeby się do tego odnieść, bo chce być sztuką samą w sobie. Jednak ja nie przeczę, ja tu o hermetyce kreacji, pewnych artystycznych wędrówkach po twórczym umyśle, po barwnym i dynamicznym, świetnie pracującej wyobraźni mózgu. Bowiem wiecie, i sztukę współczesną można odebrać w ten sposób – jak zechcę wolną wolą, to przetransformuję sobie wszystko. Ale na szczęście jest ta wola i śmiało wybieramy, dostrzegamy, co nas stworzy, co nam potrzebne do danej wizji, a co nie. Ja mam dla przykładu taki nawyk, że jak czegoś nie czuję to w to nie wchodzę i kropka (nie rozszerzam na siłę swego uniwersum, gdy nie chcę), nawet z szacunku. Bo wolę wtedy np. pisać coś na Alsłowię. Ale takich ludzi to już trzeba wkładać w te spirale i niech sobie tam siedzą i eksplorują, i tworzą 🙂

 

Karolina Matyjaszkowicz

 

No to włóżmy siebie w spiralę. Nadszedł na to czas, bo chcę zaprezentować autorską metodę na wyciąganie z podświadomości słów! Słów, które mogą cię zdziwić. Ale jeszcze bardziej sam proces ich wyciągania. Ów proces pozwala – z racji na swą specyfikę – przyjrzeć się samemu procesowi tworzenia podczas tworzenia. Zakłada pewną powolność. Przy dłuższej praktyce robi wręcz w umyśle dużo przestrzeni! Bardzo polecam to stosować, możecie się zdziwić co twórczego lub nietwórczego w was siedzi. Nie zniechęcaj się jednak niczym, co ujrzysz. Jak pisałam wcześniej – prawda na temat tego, gdzie aktualnie jesteś w swym umyśle, gdzie jesteś ze sobą samym w kontakcie, bywa trudna i wymaga odwagi.

Tworzenie też przecież jej wymaga, zatem mamy to. Gotowi na MANDALĘ SŁÓW?

 

 

 

MANDALA SŁÓW, CZYLI PISANIE PO SPIRALI

 

 

Po prostu usiądź z kartką czystą i zacznij pisać po okręgu.

Możesz na środku narysować jakiś symbol, coś co czujesz, znak, literę, kropkę – wyjść od tego, albo wyjść od zewnątrz, od siebie.

Pisz to, co przychodzi ci do głowy i co się z niej wylewa. Może będzie to potok, może w trakcie zaczniesz zauważać już co naprawdę chce być wyrażone, może zobaczysz, że twoja podświadomość się oczyszcza, albo wychodzą z ciebie wizje i zaklęcia, o których istnienia byś siebie nie podejrzewał. Daj sobie czas na eksplorację tej formy kreacji.

Pisz po spirali codziennie lub raz na tydzień, porównuj to, co z ciebie wylatuje i jakie archetypiczne obrazy w sobie masz.

Po czasie stworzą one pewne uniwersum twej podświadomości, niebywałej hermetycznej wiedzy. I będziesz podążać dalej w kreacji, ku jej coraz to innym odsłonom. Odkryjesz uniwersum, które Cię wewnętrznie wspiera w tworzeniu.

 

 

 

 

 

 

 


Podziemia Kreacji to cykl refleksji na temat twórczości, która wraz – czy na wzór – natury, raz na jakiś zasypia, zanika w swych korzeniach, oddala się na granice rzeczywistości.

Pierwszy odcinek – o podążaniu za rytmem natury w głąb siebie i swych światów >>>>>>>

Drugi odcinek – o artystycznie rozumianej samotności, odosobnieniu >>>>>>


 

Podziemia Kreacji 3: Symbole wrotami do podświadomości

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz

Close Menu