Medytacyjny potencjał twórczy człowieka

Być cukrem czy smakować cukier?* Medytacyjny umysł zdaje się odpowiadać na to pytanie prosto i z lekkością, choć uznanie takiej odpowiedzi w życiu codziennym, albo w obcowaniu ze światem, za całkowicie realne i wykonalne, nastręcza już pewnych trudności. A raczej – wymaga wysiłku, aktu woli, by umysł wprowadzić na bardziej kreatywne tory.

 

Otóż: być cukrem i smakować go jednocześnie. Bo cóż może być bardziej nieskończonego i interesującego, jak nie zagłębienie się we własną istotę, a poprzez to istotę całego wszechświata? Czy jesteśmy w stanie wyjść poza swój umysł – przekroczyć jego sposób poznawania i poznawać przez ogół swej osoby? Gdy na przykład doświadczamy słuchania muzyki, możemy zwrócić uwagę na sam dźwięk i podążać za nim, scalając sam akt słuchania i istnienia dźwięku w danej chwili i przestrzeni, zamiast narzucania temu wydarzeniu kontekstów kulturowych i organizacyjnych. Opuszczamy tym samym strefę komfortu, ponieważ to już czyni z nas oddanych słuchaczy i nie wiadomo doprawdy, w jakie rejony dana muzyka nas zaprowadzi. Jeśli jej na to oczywiście pozwolimy – doświadczać pełnią swojej osoby i nie lękać się o ewentualne tego konsekwencje: poznanie jakiejś prawdy, zderzenie się z podświadomością, albo nieświadomymi mechanizmami umysłu, zobaczenie siły własnej wyobraźni i umiejętności unikatowych dla każdej jednostki. Medytacja jednak, praktykowana wytrwale, czy też intuicyjnie, pomaga zrozumieć owe mechanizmy i łatwiej wchodzić w kontakt z rzeczy-wistością**.

Chciałabym przedstawić możliwość myślenia niedualistycznego w takim kontakcie. To relacja oparta na istnieniu w przestrzeni zarówno treści, jak i formy. Wracając do początkowego pytania: formą byłby cukier, a jego treścią – smak. Kiedy umiejscowimy siebie w świecie, a nie obok świata (pozycja dystansu), wcale nie zatracimy funkcji umysłu, jaką jest poznawanie, odkrywanie i radość tworzenia. Dopiero z tej perspektywy kreujemy z wyczuciem. A także świadomie odbieramy bodźce – czy to ze spaceru po lesie czy po wystawie malarskiej.

Znalezione obrazy dla zapytania Aleksandra Grünholz
Aleksandra Grünholz — We Will Fail/ Verstörung’s cover artwork

 

Zatrzymajmy się na chwilę właśnie na słowie kreacja. Ten piękny akt odbywa się nieustannie, niezależnie czy tworzymy utwór muzyczny, dzieło sztuki, czy też grządki w ogrodzie, albo biznesplan. Kreacja istnieje, choć bywa, że skupiamy się tylko na jej „smakowaniu”, by nie napisać – konsumowaniu. Pytanie tylko, dlaczego niektóre dzieła trafiają do odbiorców, a inne nie? Może właśnie to moment twórczy o tym decyduje – kiedy autor wchodzi w stabilną przestrzeń i jest w niej wraz ze wszelkimi możliwymi odbiorcami, a początkowo z sobą samym. To też postrzeganie kreacji, jako dynamicznego aktu, który za każdym razem jest inny. Stabilna jest przestrzeń doświadczania. Zaś tworzenie (dla przykładu) utworu muzycznego, odtwarzanie go przez odbiorcę w domu, słuchanie na koncercie, lub odtwarzanie na przyjęciu – to momenty różnorodne, rzucające na sam akt odbioru unikatowość. Pozwalają odkryć zupełnie inne walory lub przekazy danego dzieła. W taki właśnie sposób, współtworzymy to doświadczenie.

Medytacyjny umysł jest więc także umysłem kreującym. Gdybyśmy pozostali przy rozróżnieniu, skupili się na podziałach słownych i kulturowych, medytacyjny umysł byłby formą – czyli pustką. I to stan wielce wspaniały, opisywany przez mistyków i psychonautów różnych czasów. Tymczasem akceptując rozmaitość istniejącą na świecie, otwieramy się na doświadczenie jej, jako treści własnej, pozwalającej na rozrost swej istoty – formy. Medytacyjny umysł jest wolny, dynamiczny i odważny. Dlaczego nie miałby przekroczyć granic dualizmu i stać się tym, który na podziałach i różnicach tworzy nową jakość?

 

Kiedy myślę o medytacji w kontekście kulturowym, na pierwszym miejscu pojawia się we mnie dźwięk – dostojny i nieskończony dźwięk, poprzez który świat wyraża i kreuje sam siebie.

 

Oczywiście nie tylko dla kultury jest on ważny, bo właśnie doświadczenie stanów medytacyjnych pozwala pojąć, jak ważny jest rytm, czystość dźwięku, głos i pewna mechaniczność melodii natury. Tę mechaniczność można dostrzec tak samo w industrialnym krajobrazie współczesności – muzyka tworzona na bazie tego poczucia rytmu w maszynach, jest wyrazem odczuwania głębokiej dźwiękowej archeologii. Przykładem niech w tym miejscu będzie twórczość Aleksandry Grünholz, która w projekcie We Will Fail przekracza sam rytm, budując na bazie tej dźwiękowej transgresji zupełnie nowe możliwości muzycznego transu.

Dodajmy do tego motywy roślinne, nakładające się na siebie w wideoklipach artystki, w ten połamany i burzliwy, a jednak urokliwy takt. Odsyła on słuchacza do zaplecza własnego doświadczenia natury i dźwięku, do przekroczenia dualizmu pomiędzy tym, co mechaniczne, a naturalne, do przekroczenia samych tych pojęć, ale ze świadomością ich istnienia. Gdybyśmy bowiem wpadali w punkt zero, gdzie nic nie było i nic nie ma, pozbawieni tej zbawiennej świadomości o ludzkich osiągnięciach, wzlotach i upadkach (w przypadku artystki są to inspiracje awangardą, techno, nagraniami terenowymi), to jak miałby się dokonywać rozwój? Tym właśnie jest medytacyjna wartość kreacji – wejścia w przestrzeń świadomie, aktem umysłu obejmując różnice i elementy świata w swoją niebanalną formę, czyli przetwarzając je w choćby utwór muzyczny.

 

 

Idąc właśnie tropem dźwięku i muzyki, jako doskonałego przykładu odnośnie medytacyjnego umysłu, chcę przedstawić możliwości relacji człowieka z kreacją. Lecz człowieka, który aktem woli, przekracza umysłowo granice – stając tuż przed słowem, tuż przed dźwiękiem, a zarazem będąc nim równocześnie.

Pierwszym obrazem niedualistycznego kontaktu z twórczą energią, jest relacja twórcy z dziełem. Wszelka inspiracja, impuls do tworzenia i proces tworzenia (choć w mniejszym stopniu), to podążanie za ścieżką, na której współistnieją różne idee (składające się na dzieło) i doświadczenia twórcy, jego obecność w świecie.

Drugi obraz medytacyjnej relacji zachodzi na linii – odbiorcy z dziełem. Każda możliwość obcowania z dziełem kultury (z naturą oczywiście także), jest unikatową chwilą, w którą zaprzęgnięte zostają tylko aktualne emocje, myśli i odczucia odbiorcy oraz dane okoliczności (wizyta w galerii, udział w koncercie, odtwarzanie w salonie audio, albo na słuchawkach). W ten sposób uczestniczymy w jednej chwili, podobnej do procesu twórczego, lecz jest ona dynamiczna, niepowtarzalna, tylko my – jako wyrwani w pewien sposób z czasoprzestrzeni (równocześnie mocno w niej utwierdzeni!), mamy stałość w sobie – umysł, który zgodnie z naszą wolą wychodzi poza przyjęte struktury poznania, perspektywy i otwiera się… Otwiera się. Nie ma nic poza tym – jest za to Twój odbiór tych słów i własne z nimi połączenia, refleksje, przypomnienia.

 

Podobny obraz
We will fail – Verstörung 2.0

 

Istotną właśnie cechą momentu medytacji jest niezwykłe uczucie spokoju i odpowiedniości chwili. Doświadczamy tego także (albo przede wszystkim) w codziennym życiu, kiedy podążamy za swoimi marzeniami, pasją, umiejętnościami, gdy skupiamy uwagę na tym, co dla nas przyjemne i w pewien sposób – ponadczasowe, trwałe. Wszelkie krótkie lub długie „oświecenia”, wchodzenie w stan czystego odbioru świata zewnętrznego, zapisują się w nas, jako coś ważnego, pięknego i prostego. Dlatego tak łatwo wrócić wspomnieniami do tych ładnych, czystych chwil. Może to kontakt z jakimś dziełem muzycznym to umożliwia? Albo wpatrywanie się w krajobraz czy fotografię? Czy też czytanie – wchodzenie w świat słowami i dzięki słowom wyskakiwanie niejako poza ich formę, ich znaczenie – wprost do doświadczenia chwili (swojej relacji z daną rzeczą, poczucia jednolitości z nią).

 

Kiedy więc postrzegamy kulturę i jej dzieła w sposób szczegółowy, jednostkowy, jest ona niezwykle dynamiczna, skupiona na teraźniejszości, pociągająca za sobą nieustannie – nową jakość (nową formę doświadczania). Jeśli zaś wyjdziemy umysłem jeszcze dalej – poza sieć tworzoną poprzez kulturę (kultury narodowe, tematy, aspekty, motywy kulturowe), jeśli wyjdziemy mentalnie poza słowne określenia danych „kultur”, stajemy się otwarci na… samych siebie, swoje miejsce w świecie, umiejętności, którymi dysponujemy, cokolwiek, co możemy dać (otrzymując przecież tak wiele – bodźców i inspiracji).

 

Medytacja jest praktyką z ogromną historią, wieloma łatkami pojęciowymi, kategoriami, opisami. Tworzy rozległe powiązania z dokonaniami człowieka w świecie duchowym. Ale ponieważ już to wiemy, wystarczy umysł swój zaprzęgnąć do pracy – znacznie lżejszej, niżby się to wydawało – i wyjść poza tę historię, zobaczyć, cóż to znaczy dla mej jednostkowej jaźni i dostrzec szybko, że to jej naturalny stan relacji ze światem (pełnej, otwartej, współczującej i silnej w swym indywiduum). A co poczniemy dalej z taką świadomością? To już osobista droga rozwoju wskaże. Umysł medytacyjny będzie stabilny i spokojny, więc do eksploracji jest naprawdę wiele. A ile przestrzeni do tworzenia!

Na tym poziomie twórczego myślenia – niezakorzenionego w strukturach i siatkach pojęciowych – jesteśmy zarówno „cukrem”, jak i „smakoszami cukru”, a nawet jesteśmy tymi, którzy już to wiedzą i chętnie, w prostej radości tworzą, w oparciu o te iście kosmiczne inspiracje.

 

 

 

MB


*Timothy Leary użył tego sformułowania w książce, opartej na Tybetańskiej Księdze Umarłych, „Doświadczenie psychodeliczne”.
**Witkacy (Poza rzeczy-wistością nie szukaj już niczego, bo wistość tych rzeczy jest nie z świata tego).
***Zob.: We Will Fail – Patience („Hand That Heals/Hand That Bites”)
Medytacyjny potencjał twórczy człowieka
fot. Aleksandra Grünholz

Dodaj komentarz

Close Menu
×
×

Koszyk