Łono Czasu i Przestrzeni {impresje-kobiece2}

 

 

 

Seria Miniatur Twórczych

{Impresje Kobiece}

 

 

 

 

 

 

 

{ku natchnieniu zapraszam do odpalenia od początku pięknego albumu Lonker See, odpal też Palo Santo, złap oddech i zanurz się w słowach}

 

 

 

 

 

 

 

Łono Czasu i Przestrzeni

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wędrowałam poprzez dżunglę, muskając opuszkami palców wilgotne liście, wielkie i dostojne.

Ich powierzchnia przypominała mi o nieskończoności rozciągniętej w każdej strukturze istnień na ziemi.

Zaczynał właśnie kropić deszcz, więc zadarłam do góry głowę, wypatrując spośród koron drzew nieba. Wydawało się bardzo odległe, ale było tu. Było wokół mnie, przesiąkała jego zapachem gleba i subtelne struktury roślin. Chmury miały barwy granatu i turkusu, przecinały je siwe pasma, niczym na włosach starzejącej się kobiety.

Krople deszczu przybierały formę łez. Wydawały rozmaite dźwięki, skapując z majestatycznych liści. Niebo było tak blisko. Jego melodia tańczyła wraz z podziemną pieśnią roślin.

W błękicie moich oczu odbiłam się… ja sama.

Moje stopy grzęzły w błotnistej ziemi, przebiegłam kawałek – przywoływana głosem szumiącej wody. Ptaki śpiewały bez żadnego skrępowania, wolne, więc im odpowiedziałam donośnym trelem. Łapiąc na język podniebne krople, obmywające me struny głosowe, odświeżające powietrze i gęsty aromat pulsującej życiem dżungli. A ta zdawała się dołączać do śpiewu.

Przede mną otworzyła się przestrzeń z dominującym pośrodku wodospadem. Donośny, bezkompromisowy, buzował w zbiorniku wodnym pod sobą. Czułam, że znam to miejsce. Pozwoliłam, by własny głos poprowadził mnie do wody. Stawiałam delikatnie kroki, smakując stopami każdego skrawka lądu. Gdy dotarłam do źródła, otworzyłam się już cała.

Deszcz zmył ze mnie ubrania. Spłynęły, pozostawiły odkryte i mokre, me naprężone ciało.

Czy kiedykolwiek miałam coś na sobie?

Czas stanął w miejscu.

 

 

Poczułam pulsowanie łona, spiralne ruchy wewnątrz siebie.

Tysiące, miliardy drobinek energii, które choć oddzielnie wibrując – tworzyły jedność, tworzyły ruch tej jedności.

Dotknęłam swojego brzucha, objęłam dłońmi serce, podążyłam nimi w rytm kapiącego deszczu poprzez ciało. Poczułam wypukłe piersi, strzeliste sutki, długą szyję, wyciągniętą jeszcze bardziej od wydawanego przeze mnie śpiewu.

Podążyłam dłońmi poprzez talię, uciskając biodra, przez ich moc i statyczność silnych kości miednicy.

Zaczęłam poruszać nią, bardzo powoli, pozwalając pulsowaniu znaleźć się coraz wyżej. Wypuściłam je z oddechem, by złapać zaraz głęboko w płuca rześkie, ciepłe powietrze. Otulało spokojem, przesycającą mnie energię wieczności.

Śpiewające ptaki także się poruszały. Wydawały się rosnąć wraz z deszczem.

Trzepot ich skrzydeł, szum pomiędzy nabrzmiałymi liśćmi i prześwitujące przez nie rozmaite barwy ptasich piór.

 

Tysiące, miliardy tańczących subtelnie kobiet.

 

Czułam je, widziałam ich odbicia w tafli wody.

Wirujące czucie popchnęło mnie w tę niebieską toń. Wpadłam z impetem w sam środek źródła, buzujący wodospad podtopił moje ciało, z zaskakującą jednak delikatnością.

Otworzyłam oczy i widziałam jego podwodne pulsowanie, które stopniowo wypełniało i mnie, wypychało ku górze. Pieściło, polewało nektarem nieśmiertelności.

Wreszcie zostałam wyrzucona przez fale na powierzchnię. Była spokojniejsza.

Ujęłam w dłoń swoją Joni, poczułam jej donośny, wiedzący głos.

Wewnątrz łona rozkwitały oszałamiające kwiaty, drogocenne kryształy, a cała przestrzeń tego łona ogarniała szumiącą wodę, soczyście zielone liście, wibrujące ptasie pieśni, kobiece ciała w ruchu…

A przestrzeń łona zajmowała z impetem strzeliste pnie drzew, błękit nieba, wyścielała sklepienie, na którym leniwie osadzały się gwiazdy…

Dyszałam i spływały po mych udach soki, spijała je woda, przybierająca ciemniejszą, granatową barwę.

Deszcz ustępował, dżunglę wypełniła cisza.

Joni – masowana i eksplorowana przez tysiące, miliardy kobiecych dłoni…

Drobinkami energii wydawała mruczący głos, jakby z samego centrum kosmosu i falistego łona Ziemi.

Wibrująca pieśń, spoiwo czasu i przestrzeni.

 

Otuliłam dłonią swoją Joni. Odbiłam się w niej, jak w lustrze.

 

Ułożona na tafli źródła pozwoliłam, by prąd wodospadu poprowadził mnie do brzegu, gdzie szybko moje ciało zagarnęła pachnąca świeżo i kwiatowo ziemia.

Nocne ptaki poruszyły się w gęstwinie, powoli zaczynając swe rytuały.

Zadziwiający dźwięk znów lekko przeciął powietrze. Osiadł na fakturach żywiołów.

I tanecznie, syty zmysłową przyjemnością, powędrował poprzez dżunglę.

 

 

 

 

 

Łono Czasu i Przestrzeni {impresje-kobiece2}
Amy Myers, “Spectral Bond – Light as Wave” (2015)

Dodaj komentarz

Close Menu