Inauguracja Alsłowii: Słowo jakim jest, nie każdy chce widzieć

 

 

Uczciliśmy powstanie Alsłowii!

 

 

Bardzo naturalnie oscylowaliśmy wokół najważniejszych wątków poruszanych dotychczas na stronie alslowia.pl

– mocy prawdziwego Słowa, słownych wglądów, metod rozwojowych dzięki podążaniu za słowem, umysłu i jego pułapek, przekraczania granic mentalnych – od których wszak wszystko się zaczyna!

 

 

 

Nawet źdźbła wartościowych rozmów nie dało się zapamiętać, by przetworzyć je na pismo – jednak najważniejsza pozostała pojemność głowy i serca o inspiracje do kreacji. Dziękuję tym samym twórcom alsłowiowym, żeśmy spotkali się w zacnym gronie, by omawiać słowne wszechświaty, dzielić się swoją twórczością i pomysłami.

 

 

 

 

 

SŁOWO JAKIM JEST,

NIE KAŻDY CHCE WIDZIEĆ

 

 

Kiedy wyszukamy sobie słownikowe hasło „słowo”, okazuje się, że za wiele o nim dowiedzieć się nie można. Oprócz tego, że są słowa znaki, dźwięki, pojęcia, wszystko składa się na mowę i przekaz emocji lub faktów. Wszyscy wiemy czym jest słowo i jakie jest. Szczególnie we współczesnym świecie można obserwować powracający nadmiar potoków „słów” – w myślach, świecie zewnętrznym: reklamy, sieć, praca, szkoła.”

Słowa, jako znaki, dźwięki, pojęcia, emocje i fakty pływają wokół człowieka i bywają… często SĄ niczym natrętne muchy. Chciałby się człowiek wyciszyć, odsunąć, zrelaksować. Jednak myśli…

Czujecie o czym mowa?

Z drugiej strony mamy światłe słowa, wielkie księgi, piękną literaturę, afirmacje i fiksacje dyskursów. Jak w tym potoku, w tej lawinie mentalnych oznaczeń, odnaleźć wartość słowa takiego jakim jest? Jakim widzieć się je powinno?

 

I jak dostrzec ten moment, w którym ono faktycznie się przejawia, jako Słowo, a nie „słowo” – jakieś takie martwe, niemrawe, włożone w sieć i macki systemów, schematów dyskursów…

 

Więc, gdy mówię: słowa są piękne, ważne, myślmy! To spotykam zdziwienie: „chcę uciec od myślenia, za dużo myślę, nie umiem opanować umysłu”. Opanować? Jesteśmy ponoć zwolennikami kontrolowania… „Nie chcę myśleć! Za dużo wszystkiego, chcę odpocząć!”

I co, uciekniesz? Gdzie się schowasz przed własną głową?

Nie da się. No i po co? Jesteśmy

 

Więc spójrzmy na umysł. Na Słowa, jakie w nim są, jakie chcą w nim być! A nie te wdrukowane!

Okaże się, że za tą granicą kontroli, schematu i istnej mentalnej piaskownicy dla dzieci… za tą granicą słowa, odpoczynek, cisza i delikatność myślenia nadal istnieją, nie kłócąc się za sobą!

To właśnie pragnę pokazywać na Alsłowii.

Taką wartość słów, ich rzeczywiste znaczenie i funkcje. Nie mówię, żeby przestać interesować się codziennymi słowami, ale by szanować je. Te byty, te formy, w które niezależnie od ich treści, to MY wkładamy określoną perspektywę. Jeśli przymniemy perspektywę uwolnienia, przekraczania słownych schematów, znajdziemy się w bardzo spokojnej, przestrzennej i co ważne – pełnej kreatywności przestrzeni w umyśle!

Ale powoli, wiem, że to może być początkowo przytłaczające. Od tego jest Alsłowia i Filozofia Kreacji, by udostępniać ten świat, pokazywać narzędzia do pracy z twórczym umysłem, rozwijania go i swych słownych, indywidualnych światów.

 

 

Posłużę się obrazowym przykładem, który znalazłam szukając „definicyjnych” określeń „słowa”.

Einstein powiedział:

 

Słowa czy język, pisany czy mówiony, zdają się nie odgrywać żadnej roli w mechanizmie myślenia. Wydaje się, że jednostkami psychicznymi, którymi posługuje się myśl, są pewne znaki oraz bardziej lub mniej jasne obrazy, które mogą być na zawołanie „odtwarzane” i łączone. […] Elementy, o których mowa, są w moim przypadku wizualne i… mięśniowe. Konwencjonalne słowa i inne znaki wymagają żmudnych poszukiwań jedynie w drugim stadium, gdy wspomniana gra asocjacji jest już w pełni wykształcona i może być przywołana na życzenie.

(António Damásio: Błąd Kartezjusza. Emocje, rozum i ludzki mózg)

 

Nie sposób podważyć tego, że wiele osób myśli obrazami, wizualnie, emocjonalnie, a nawet że pewne myśli są utkwione w mięśniach, ciele. Obecnie mamy na to różne sposoby, by na przykład uwalniać pewne wzorce poprzez pracę z ciałem, albo dźwiękiem. Jednak czy nie razi takie traktowanie Słów przez Einsteina? Czy jest to w pełni prawdziwe, że słowa są dalszym produktem myślenia? Nazywanie to owszem, ale słowa są tu przecież formą, w którą znaczenia się wkłada!

Pewien badacz skomentował to tak, że przecież aby przekazać swoje odkrycia i wnioski Einstein musiał poszukać odpowiednich symboli, znaków, słów. Tylko dzięki nim mógł porozumieć się z innymi ludźmi, otworzyć przed nimi pewien tunel rzeczywistości (słownej, mentalnej!).

 

I własnie o tym są Słowa – te czyste, elastyczne i dynamiczne.

 

Nie są strukturą, którą można posiąść, są tak samo, jak te wizualne aspekty myśli – pełne życia, zmienne i chłonne bodźców zewnętrznych, pamięciowych czy cielesnych. Dzięki temu są tak często nie dostrzegane w procesach mentalnych. Bowiem zapisywanie, oznaczanie, przekazywanie czegoś za pomocą słów kojarzy się z podjętym intelektualnym wysiłkiem, który pomoże nam skonstruować określony, zrozumiany przekaz.

 

To pływanie po powierzchni dyskursów, skostniałych form słów. To wyławianie ich z wielkiego betonu innych dyskursów i zapętlanie się w takim przekazie, który nic nie przekazuje, tylko tworzy kolejny schemat myślowy. A Einstein przecież stworzył naukę, prawda? Jego przekaz był wartościowy, rozwijający i otwierający. 

Dlaczego? Ponieważ wcale nie konstruował swoich myśli w sposób żmudny, „intelektualny” (=rozumiem to potocznie, jako poruszanie się po powierzchni dyskursów), On po prostu podążył za naturalnym przepływem swych wizuaizacji, nazewnictwo, tworzenie formuł było częścią całego procesu. I te słowa w nim były. 

 

Tak jak są w każdym człowieku, kiedy zaczyna mówić o swojej pasji, o tym co kocha najbardziej, co czuje całym sobą. Wchodzimy wtedy w tunel słowny idealny dla naszego indywiduum; żywy, pełen Słów, które nie tworzą martwego systemu, tylko otwierają bramy, okna, drzwi percepcji.

 

 



Dzayanayin

Inauguracja Alsłowii: Słowo jakim jest, nie każdy chce widzieć

Dodaj komentarz

Close Menu