Filozofia Kreacji: transgresja, tautologia i pustka

 

„Dzieło sztuki – pisał Kosuth – jest tautologią w tym sensie, że ukazuje
intencje artysty, który powiada, że to właśnie dzieło sztuki jest sztuką”

 

I dalej, Jodorowsky, którego mistrz duchowy zen Ejo Takata, obwieścił:

„Intelektualisto, naucz się umierać!!!”

 

A potem:

„Wszystko jest tautologią. Nic z tego nie wynika”

 

Chcę przedstawić podstawy Filozofii Kreacji. I już drugi raz piszę ten wpis, bo jakieś techniczne pajączki mi go skasowały. Tym bardziej wiem, że to ważne, aby wypunktować to, co tworzy Filozofię Kreacji.

 

 

Zwykło się przyznawać rację tautologiom, kiedy mówimy, myślimy o sztuce, o muzyce, wszelkich przejawach kulturowej aktywności człowieka. W dyskursach mentalnych bardzo łatwo się zagubić, szczególnie gdy „mowa” o dziełach, o czymś tak nieuchwytnym jak tworzenie. Łatwo popaść w monotonię pustych stwierdzeń, nadmierny mistycyzm, zrazić się jakichkolwiek form opinii o sztuce, stwierdzić, że nie warto. Albo skoro się już coś snuje, wyraża, tworzy, to lepiej zostawić na boku dyskursy i filozofie, bo to przecież bezsensu. Bo sztuka jest sztuką na mocy swojej budowy i kropka, nie doszukuj się!

 

 

Ale też jest transgresja!

 

 

Oto do czego zmierzam: o wszystkim można, tylko trzeba mieć swój konstrukt odpowiadający temu, że… wszystko można.

Transgresja jest konstruktem, będącym swoistą tautologią dyskursów. Jest prawdziwa na mocy samej swojej „budowy”, znaczeń jakie przywołuje, dynamizmu, jaki przywołuje i wolność, jaką jest.

 

Jest ponadto związana z filozofią, z możliwością słownego opisu wszelkich zjawisk, która też jest – a przynajmniej powinna być – wolna na mocy samej swojej istoty bycia filozofią. Dlatego ją cenię i miłuję. Ponieważ prawdziwa filozofia to:

  1. umiłowanie mądrości

  2. doświadczanie mądrości, otwartości na świat i obserwację go

  3. wielki, obfity w inspiracje świat mentalny! Możliwość rozwoju umysłu w sposób bezpieczny, hermetyczny (jeśli zechcemy, bo niestety filozofia dziś idzie trochę na opak)

 

Nie traktuję więc filozofii, jako utartego schematu i konstrukcji. Ona bowiem tworzy te konstrukcje i schematy, oczywiście są bardziej systemowe i mniej, niektóre są martwe, są jakby tylko przygodą umysłu (coś jak trip na LSD), a niektóre są żywe, otwarte i są niczym tchnienie świeżości oraz prawdy w indywidualne życie (czasem prawdy trudne do przełknięcia). Ta żywa filozofia, żywa wiedza jest autentyczna z tego powodu, że pozwala dokonać takiej refleksji, introspekcji, że ostatecznie człowiek wyciąga z wnętrza siebie rzeczy, o których nie miał pojęcia! Otwiera w nas bramy percepcji, wrota zrozumienia, samopoznania i otwartości na świat.

Ale jak to, skoro większość filozofii to jednak jest fotelowe rozmyślanie? Na szczęście już filozofowie eksperymentalni symbolicznie spali tzw. filozofię fotelową. Według mnie nadal można siedzieć na tym fotelu i kreować dyskursy, ale jeśli one mają być trwałe i zrozumiane, powinny operować już tym, co jako ludzkość wiemy o umyśle. Powinny akceptować fakt mentalnego wszechświata, jakiego wszyscy jesteśmy uczestnikami.

Jest to właśnie: transgresyjność, kreatywność, wyobraźnia. I wiele innych niezwykłych elementów należących do spraw mózgu, synchronizacji jego z ciałem, świadomości, odczuć wewnętrznych i zewnętrznych, które przecież… znajdują swoje ujście w pierwszej kolejności poprzez myśli/refleksje/obrazy w środku głowy.

 

 

 

 

 

Czas zatem dać słowom przestrzeń i wolność

 

 

(w końcu to nimi w dużej mierze posługuje się filozofia ;), do tego, by mogły też być dynamiczne, by wyrażały, a nie były tylko narzędziem do wyrażenia czegoś, co i tak jest martwe. Żeby filozofia, która tworzy teorię, była równocześnie praktyką samej siebie. Dwie strony tej samej monety. To akurat żadna nowość: we wschodnich filozofiach uchodzi to za normę: tak tworzono w Indiach czy Chinach dyskurs filozoficzny. Ale go stworzono i nazywa się filozofią. Dlaczego? Bo jest umiłowaniem mądrości i jest mentalnym przemierzaniem różnych niebywałych zjawisk.

Dodatkowo tu, gdzie zachodni umysł przystanął, twierdząc, że w pewnych rzeczach to nie ma co gadać i mówić, bo to albo mistyka, albo sztuka, albo tautologia, tam wschodni umysł wszedł ochoczo, bo miał dobre podstawy, by wejść tak daleko w mentalne podróże.

Podstawy w postaci pewnych wypracowanych, praktycznych technik, też umysłowych, głównie zaś nad stanami świadomości i bytu jako takiego. Dlatego właśnie transgresja jest niczym brakujący element układanki dla zachodniego umysłu, ale też jest niczym pomost pomiędzy kreacją, a po prostu tworzeniem czegoś tam, bo coś tam.

Kreacja, jaka jest przedmiotem Filozofii Kreacji, to bardzo duży wszechświat możliwości twórczych i rozwojowych człowieka. To jest wzięcie siebie całego i pójście na całego w to, co się dzieje na każdym z poziomów i wymiarów naszego istnienia. Tak i jest to zarazem artystyczne, enigmatyczne, mistyczne, anarchiczne i archaiczne, a zarazem cybernetyczne, ponieważ transgresja jest przekraczaniem granic, a transgresyjny umysł śmiało i z wprawą porusza się po dyskursywnym i nie, mentalnym świecie.

 

 

 

Dlaczego chcę mówić o kreacji w kontekście filozofii?

 

Ponieważ mam ku temu pewne narzędzia, pozwalające sprawnie poruszać się po umyśle „artystycznym”, który jest też bardzo transgresyjny. Jednak warto też o tym mówić i wyrażać to, że w ogóle taki sposób oglądu świata istnieje i: co może nam dać, co w nas otwiera, jak się poruszać w nim, jak nawigować TAKIM UMYSŁEM, jak go sobie wypracować, jak żyć i kreować, a tym samym nie wpadać w zapętlenia i błędne identyfikacje. I to ważne dla każdego twórcy, ponieważ artyści mają tendencję do zanurzania się w sobie tak bardzo, że popadają w intelektualne odosobnienie, czy też intelektualną stagnację, pomimo tego, że dużo tworzą i są na swej fali. No cóż, to jest indywiduum tworzone z emocji. A jeśli damy temu indywiduum przyzwolenie na szerszy ogląd rzeczywistości – przez pryzmat TAKIEGO SWOJEGO UMYSŁU, a nie innego – okaże się, że owe indywiduum może wkroczyć na wspaniałe wody mentalnego wszechświata. Rozwoju samego siebie, jakby obok swojej twórczości, by ona była jeszcze pełniejsza. Czyli zaprzęgnąć wszystkie cząstki swojego istnienia (i nieistnienia), na każdym z poziomów i wymiarów… do kreacji. Do pasji. Rozwijania swojego sposobu wyrażania. I oddzielenia siebie od tego, co tworzymy, by zarazem być po prostu czystym głosem sztuki, jak i prawdziwym, autentycznym sobą w działaniu.

 

 

 

 

 

Filozofia Kreacji składa się z takich oto baz:

 

 

transgresja, ponieważ zakłada dynamiczność umysłu, dyskursów, schematów, uczy umiejętnej podróży pomiędzy różnymi jakościami, jest rozwojowa

filozofia wschodnia, ponieważ pozwala zajrzeć w bardzo głębokie struktury świadomości i uczy równoważenia teorii i praktyki w poczuciu jednolitości tego, co się robi. Oraz zachodnie nauki, otwierające te mentalne wszechświaty w ludziach na swój sposób

artyzm i humanizm, ponieważ są to wątki, pozwalające obserwować i rozwijać siebie przez pryzmat sztuki, poprzez nią i czynić przez to świat bogatszym o mentalnie elastyczne i wolne wartości. W tym wartość indywiduum w takim kontekście. A także języka i samego wyrażania się w takiej postaci, w jakiej się narodziliśmy.

ALCHEMIAponieważ zakłada doświadczanie, eksperyment, otwartość, transformację. Czyli zakłada, że akt kreacji jest aktem śmierci i na odwrót. I co za tym idzie: HERMETYZM i jego potencjał rozwoju mentalnego, dzięki wypracowanym w intelekcie metodom, możliwość mówienia o tym, co pozornie niewyrażalne

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyobraź sobie czystą, pustą kartkę.

Białą pustą kartkę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po co ją zapełniać?

Po co cokolwiek tu tworzyć?

W tej bieli doskonałej, pustce doskonałej. Tu akurat w granacie.

Po co, skoro wszystko jest tautologią? Skoro intelektualiści powinni najpierw nauczyć się umierać? Skoro ktoś odczyta białą kartkę na swój sposób i zbezcześci jej czysty przekaz? 😉

 

Ale przecież wiesz, że i tak zapełnisz tę kartkę, ciągle to robisz, ciągle podejmujesz krok by coś, by coś, by coś wyrazić, stworzyć, zapoczątkować.  A tym samym ZNISZCZYĆ tę białą kartkę, uśmiercić coś, by w akcie twórczym coś się narodziło. Znów dwie, nieodłączne strony tworzenia. Niektórzy poświęcają temu całe życie, inni się boją, inni tylko po omacku, jak im wena rozkaże.

 

 

A co jeśli wystarczy zaprzęgnąć swój artystyczny, dynamiczny, transgresyjny umysł i otworzyć na mentalną mądrość, jaka płynie z tego?

 

A płynie to, że kreacja może się stać przedmiotem namysłu, ponieważ podmiot namyślający się jest równocześnie realizacją tej kreacji. Bo tworząc, czy też wchodząc w rozmaite interakcje ze światem zewnętrznym, jesteśmy w dynamice inspiracji, dawania i brania, rozwoju i stagnacji. Relacyjność! I tylko uważność mentalna może nam o tym powiedzieć, pomoże nam opisać i wyrazić różne stany umysłu czy świadomości (ale i ciała!), w jakich się znajdujemy. Co następnie prowadzi do poszerzania oglądu własnej sztuki.

Nie wystarczy po prostu tworzyć?

A czy nigdy nie zastanawiałeś się czy to, co tworzysz wyraża ciebie czy może jesteś przewodnikiem boskiej woli, albo enigmatycznego natchnienia? Gdzie są faktyczne źródła inspiracji? A może się boisz, że gdy się nad tym zastanowisz, to inspiracja odejdzie i stracisz swój wspaniały artystyczny flow? Niezależnie od tego, co pomyślisz, tak czy siak posiadasz swoje indywidualne ja, które ma umysł i z niego korzysta lub nie. Jeśli odważnie wejdziemy w relację ze swoją kreacją, nie nie stracimy, zyskamy bardzo wiele, podzielimy się bardzo żywą, pulsującą świadomością, pełnią autentyczności w ekspresji. I inspiracji będzie znacznie więcej, a umysł sprawniej będzie je sprowadzał w materię, urzeczywistniał.

 

 

Filozofia Kreacji opisuje procesy, jakie zachodzą w człowieku tworzącym, jakie zachodzą w umyśle transgresyjnym, jak się rozwijamy na takiej podstawie mentalnej otwartości i jak to wpływa nie tylko na tworzenie, bo to sprawa indywidualna i tej relacji ze sobą, ale też na odbiór sztuki w ogóle.

A skoro sztuka jest sztuką sama przez siebie, czyli jest swoistym tunelem percepcyjnym, to z transgresyjną głową nie tylko wejdziemy w ten świat, ale i … odważnie zechcemy coś o nim powiedzieć, wejść w dialog.

Wyjść poza indywidualne historie i emocje, które są osią ego artysty. Znaleźć się w bogatym, mentalnym domu, gdzie znajduje się miejsce na wszystko, ale tylko od nas, od znajomości samego siebie, zależy czy pójdziemy na oślep za tym, co tam jest, czy też będziemy swobodnie nawigować po tym świecie mentalnym, nie gubiąc się, a czerpiąc z niego inspirację i odwagę do bycia w pełni sobą.

Nie każdy tak bardzo transgresyjnie zagląda w dziwactwa rzeczywistości i jest skory do nieoczywistych jej połączeń.

 

 

 

 

Kiedy filozofia i kreacja się spotykają…

dzieje się rzecz niesamowita: słowa stanowią most pomiędzy natchnieniem efemetycznym, a natchnieniem mentalnym i idą one w zgodzie, stanowiąc cały świat, dwie strony monety, bardzo skuteczną formę rozwoju artystycznego. No, chyba że ktoś tak polubił swój własny schemat, że lubuje się w intelektualnym odosobnieniu i tworzeniu tautologii. No bo jak już ona stworzona i idzie w świat… to nie zawsze zostanie „odczytana” w ten sposób. Ile ludzi – tyle perspektyw. A jakby jedna osoba mogła mieć w sobie je wszystkie? I wiedzieć zarazem co jest z głębi indywiduum, a co z zewnątrz i sprawnie sobie z tym obcować? Twórczo?

 

O tym też jest Filozofia Kreacji.

O relacjach, doświadczaniu transgresji, artystycznym tautologiom, mistycznym wglądom, tworzeniu dla tworzenia, i tworzeniu z misji.

Nie odbieramy sobie prawa do niczego

bo możemy wszystko.

To też jeden z transgresyjnych faktów. No i artystycznych to już w ogóle!

I to wymaga trochę odwagi. Ale przecież artysta – już to wiesz – musi być odważny. Najpierw wobec wyrażania, potem wobec siebie i tego co wyraża i że chcę by to było treścią-formą jego życia (czyli kreacja), a potem wobec innych. Odwaga, transformacja, i ta wielka, pełna wolności pustka, śunja. 

 

 

 

 

Co jest na granicy pomiędzy stworzonym, a stwarzanym? Pomiędzy inspiracją, a działaniem? Akt transgresji, przestrzenią faktycznej kreacji, tunelem ponadwymiarowej mądrości. Tak. I jeśli to wszystko brzmi dziwnie, to mam na to narzędzia i filozofię. Dynamiczną, pełną powabu i wolności stwórczej Filozofię Kreacji.

Jest ona możliwością rozszerzania granic percepcji, by móc tworzyć z rozmachem, w zgodzie ze sobą, symetrycznie do świata i wszystkich rzeczywistości, jakie dostrzegamy i możemy poruszyć w sztuce. Jest też możliwością otwarcia się na potencjał hermetycznej, mentalnej mądrości, która umożliwia sprawne wyrażanie każdej treści, jaka się w nas, lub na naszej drodze pojawia, i rozwój poprzez nią, przekraczanie granic mentalnych dyskursów.

 

 

 


 

Filozofia Kreacji: transgresja, tautologia i pustka

Dodaj komentarz

Close Menu