Budowanie Dłuższej Historii

I nagle wyłania się coś z głowy, albo z wszechświata wpływa w myśli, zastępuje je, przekształca, tworzy niespotykane konfiguracje. Idea, osoba, kawałek postaci… miejsce, pogoda, zapach. Zaczyna się rozrastać, co chwila przejmuje kontrole, sprawuje władzę nad emocjami i ciałem. Może to kolejna, krótki, szybki epizod. Scena wyrażona orgazmicznie, dosyć szybko, stuknięcia nieskończonych pomysłów odbijają się echem. Zostają w przestrzeni. I gdzieś jest tego pamięć. Dajesz czas, rozciągasz go ponad miarę. Okazuje się, że jest jeszcze dłuższy, szerszy, zagarnia sobą otoczenie. Znajdujesz korzenie, połączenia. Nowe obrazy wskakują na swoje miejsce. Zaskakująco, nagle – dopełnia się. To będzie dłuższa historia.

Od pewnego momentu, podczas pisania, a raczej momentu inicjacji historii – zaczęłam obserwować wnikliwie cały ów proces. Najpierw polegało to na puszczeniu się w kreacji, oddanie głosu ciału. To była Kajwalia. Później zaczęło się to dopiero urealniać, w pomaganiu sobie na bieżąco, by niczym nie zakłócić przepływu słów. Tak powstało Źdźbło na Rosie. Obecna historia dzieje się na wielu płaszczyznach. Wymiarach należałoby rzec. Zechciały się łączyć we mnie tak niespotykane kierunki, rozwiązania i tematy, że początkowo czułam duży opór. Polegał na tym, żeby nie popaść w to, co właśnie robię – refleksje nad tym, że tworzę. Urealniam ten fakt, rozmyślając o nim jeszcze bardziej. Poszerzam tak swój ogląd procesu kreacji, siebie – kreującej. Wyobraźnia staje się szersza – zagarnia różne cząstki doświadczeń i dodaje im rumieńców. Daje im życie w postaci opowieści.

Utkanej ze słów.

Bo jakżeby inaczej.

Obecny proces tworzenia, pisania, jest dla mnie więc takim właśnie rozmyślaniem. Łatwiej układa się elementy poszczególnych aspektów historii. To pozwalanie, by ułożyły się same – najpierw we mnie. Najpierw w człowieku. I to jest dopiero żmudny proces. Wyciąganie na wierzch w sobie ukształtowanych słów, myśli, historii. Mam upodobanie do spisywania. Wiedzy, procesów, rozmów, doświadczeń – ale tych natury transcendentnej. Emocjonuje mnie to i uspokaja. Daje rozpiętość umysłu. Przestrzeń.

Kiedy pierwszy raz zaczęłam spisywać doświadczenia natury transcendentnej, chciałam mieć po prostu rękę na pulsie. Obserwowałam, co też świadomego się ze mnie wyłania. Były to wglądy słowne. Zaczęły przybierać różne formy (Strumyk, Wdech i Wydech, Mandale Słów, Zaklęcia, Kroniki Leśne). Czas na moje wymarzone, wyśnione już dawno temu Pisarstwo Ucieleśnione.

I doprawdy, nigdy nie wiem do końca cóż to znaczy.

Jest to pewna droga obcowania ze słowem pisanym. Trzeba mieć trochę odwagi? ekscytacji? Pisanie, To Kosmos Odkryć. Im bardziej dajemy im głos, tym więcej stworzymy. Ale wiesz – z tym wiąże się wielu rzeczy ucieleśnieniem. Wyrażeniem.

Budowanie Długiej Historii wyłania się zatem stopniowo. Oblicze każdej powieści jest odmienne, piękne, niepowtarzalne. Oczywiście zdarza się też zaciemnione i oporne. Jak gęsta krew. I w każdym z tych procesów można się wspierać, rozwijać, odkrywać nowe lądy. Łączyć obszary sztuki, kultury, natury. Doświadczać.

Budowanie Długiej Historii czasem wymusza jakiś krzyk, wewnętrzny. Znalazłam receptę na wysłuchanie. W punktach, podczas kiedy to wołanie się rozlegało. Niejedna postać literacka tak mogła zostać nieusłyszana.

A zatem?

Ciekawi?

Pokażę to, wypiszę i opowiem o różnokierunkowej opowieści, która na mnie spłynęła. Ciągle czuję jej delikatny powiew na skórze, jest reala, żyje. Pulsuje moim tętnem. Fascynujące

 

Kiedy historia jest już ukończona, musi poleżeć. Leżakuje około roku. Czasem dłużej, czasem ciut krócej. Trochę w zależności od tego, czy następna się pojawia czy też nie. Historia po leżakowaniu jest gotowa do pierwszej redakcji, czyli po prostu przeczytania jej sobie. Z namysłem, krytyczną uwagą, najlepiej w druku i na głos. To tak naprawdę wejście w historię, doświadczenie jej ponownie, tym razem jako czytelnik.

Bo pisarz… jest też czytelnikiem. To jego nieodłączna cecha, tak samo jak to, że pisarz może być kobietą czy mężczyzną. Jest czytelnikiem, jest osobą, jest uczestnikiem rzeczywistości – słownej. Bycie czytelnikami, którzy są otwarci na słowne fluktuacje, ich dynamizm i płynność, pozwala nawiązać głęboką relację z historią niezależnie od tego, czy wyszła ona spod naszego pióra. Odbieramy, oceniamy, podróżujemy.

Następnie wprowadzamy poprawki. Ponownie odczytujemy tekst podczas przepisywania poprawek i ustalania wyglądu historii w dokumencie tekstowym.

Dzięki temu, że opowieść spisuję ręcznie, obcuję z nią częściej. Najpierw spisuję, potem przepisuję na komputer (wstępna redakcja jest automatyczna), dalej rozmyślam nad formą dokumentu, wyglądem książki, potem czas leżakowania, następnie odczytu ponownego i to na głos – z druku i nanoszenie nań poprawek, a na koniec ponowne przepisanie, ale tym razem poprawek – do dokumentu, którego ostateczny kształt dopasować należy do uniwersalnych książkowych standardów. Wtedy, jak mniemam moja historia jest gotowa do posłania jej dalej. Do innych oczu, uszu.

Niektóre historie mają długi czas leżakowania. Są np. naprawdę długie. Albo były pisane dość dawno i pęd twórczy kazał o nich zapomnieć. Jednak wiesz, jak to jest z książkami. One nie przemijają. Zatem wracam też do starych opowieści i pragnę poznać je na nowo. Nie jest to strata czasu, to zawsze przygoda dla wyobraźni. Tak też odkopałam swoje historie fantasy. Historię makabryczną o niezbyt ciekawej przyszłości świata. Opowieść oniryczną o tęsknocie Hotel Hell, którą można przeczytać online. Te właśnie odkopane, odnalezione na nowo historię, z racji tego, że długo się należały i napęczniały – pragnę udostępniać na stronie w odcinkach.

Nowsze opowieści jeszcze leżakują. Obecnie czuję, że nadchodzi czas ponownego odczytu powieści Źdźbło Na Rosie. Jaskinie – o jednej podziemnej podróży…

Wzywa znów.

A równocześnie piszę inną. Historię. Opowieść, której słowa są delikatne, jak korale i których nie zdradzę tajemnic.

 

Jest to opowieść o wdzięczności

 

 

 

dla natury

ziemi

przodków

 

 

 


Przełomy

 

Podczas pisania dłuższej opowieści, oprócz po prostu przysiadania do pisania, wartościowe jest (a może najbardziej wartościowe?) wypatrywanie zjawisk przełomowych. Nie tylko w książce, ale też w swoim życiu. Historie, w jakie my jesteśmy uwikłani, mają istotny wpływ na przebieg treści pisanej, czasem wręcz się z nią zazębia. I nie jest to kopiowanie sytuacji (niezależnie która ze stron…). To po prostu falowanie fraktalnej rzeczywistości, o wielu, wielu wymiarach. Zgoda na to musi iść w parze ze zgodą na kreację. Na bycie kreatorem, kreatorką. Dzięki tej akceptacji i uważności, nasza opowieść zyskuje przestrzeń do rozwoju na wielu płaszczyznach. Przełomy w życiu przekładają się na pociągnięcie kolejnego wątku, wiedzę o tym jak go tworzyć. Spisać. Przełomy bywają bardzo silne. Dużo zależy od samej opowieści – czego dotyczy i jakich elementów naszego życia dotyka. Uważność na to, to uważność na siebie. Swoje wartości, wizje, cele, radość i prostotę. To podążanie po prostu za pasją…

Książkę można pisać na dwa sposoby, a przynajmniej dwa mi znane. Pierwszy sposób to pisanie w zrywach. Jedni mówią: przypływie weny, natchnienia. Drugi sposób, to pisanie krok po kroku, czyli codzienne zasiadanie do pracy pisarskiej. Do swojej historii. Pisałam i tak i tak. Szczególnie w młodzieńczym wieku, gdy pisałam fantastykę – zasiadałam codziennie do pisarskiej pracy. Później więcej rzeczy w życiu, rozszerzyło mój umysł i wyobraźnię na tyle, aby pozwolić sobie pisać więcej, czytać więcej i generalnie – robić więcej. Pisanie Historii stało się aktem twórczym. Świadomym aktem kreacji. Na który znajduję odpowiedni czas, nastrój, wgląd. Do którego nawet się przygotowuję. Czasem pisanie zajmuje mniej czasu, niż poukładanie czegoś w głowie, dojrzenie czegoś, dojrzenie do czegoś…

Przełomy w pisaniu to coś nieco innego. Nie polega na pisaniu w przypływach natchnienia, twórczej potencji. Z założenia mojego życia – twórcza potencja jest zawsze, tylko płynie różnymi ścieżkami i tylko świadomym umysłem za tym podążamy, wytwarzamy, słuchamy swojej wewnętrznej i zewnętrznej rzeczywistości. Przełomy ZMUSZAJĄ do pisania. Niezależnie czy czujemy wenę, spokój wewnętrzny, albo podniecenie. Niezależnie czy nam się chce czy nie. Czy jest na to pora czy nie… Przełomy ZMUSZAJĄ do tego, by wziąć to CHOLERNE lub BOSKIE PIÓRO do ręki i pociągnąć dalej jakiś wątek. Rozpisać coś. Zastanowić się. Przepchnąć fabułę gdzieś dalej, a może zmienić jej tor. Przełomy zmuszają do pisania. Czasem… wymęczeni i z poczuciem obowiązku bierzemy pióro, słuchamy tego, co się zadziało pomiędzy życiem, a pisaniem… i piszemy. Przełomy są tym, co faktycznie napędza powieść. Nadaje jej tonu, rytmu. Nadaje jej moim zdaniem – wielkości.

Jak ja piszę? Obecnie? Przełomami. Wydaje mi się, że ta historia jest właśnie pisana poprzez przełomy różnych mentalnych rozstrzygnięć, jest niczym obserwacja bardzo wnikliwa tego, co pomiędzy GRANICAMI jawy i snu, przeszłości i przyszłości. Jest przywracaniem dawnych struktur, poprzez nadanie im nowych, odświeżonych. Jest świadomą, uważną aktualizacją treści ducha i ziemi. Ducha na Ziemi.

W zasadzie jest otwarciem oczu,

a może OTWIERANIEM OCZU.

Na Ducha Ziemi.

Ducha na Ziemi.

Na Oddech Snu

Oddech od Snu

 

Budowanie Dłuższej Historii
Warsztat Pisarski, pisarstwo

Dodaj komentarz

Close Menu