active galactic nuclei ||| pierwsze słowa ||| powrót do przeszłości |||

czerwiec 19/2019, czyli miesiąc regularnych mistycznych rozszerzeń

Kiedyś zaczynałam pisać dzienniki od obszernego wyjaśnienia skąd przychodzę, dokąd zmierzam, kim jestem i jak się ma do tego wszystkiego pewna niecodzienna część, umysł jakby poza czasem i przestrzenią, esencja pływająca pomiędzy wymiarami…

 

Potem uznałam je (dzienniki, pamiętniki) za element swojej egzystencji tak silny i niepodważalny, że wręcz nałogowo zwierzałam się zdaniom ze swych wewnętrznych słów i przemyśleń.

Pisałam miniaturą, zaklęcia rzucając w pewnych wyśnionych w snach, scen rzecz-wistości.

Pisałam poezją, ważąc losy metafor, ciepła i zimnej fali.

Pisałam powieści sznurem, który jak korale czasem pękał, rozrywając się na miliardy i tysiące galaktyk opowieści.

Pisałam wreszcie sobą, stając się ich archetypami, postaciami, legendą, mitem, snem i mistyką tajemnic.

Teraz piszę

bez namysłu

Bytem, słowem, po spirali powracając do wszechrzeczy porządku. Tych tu

Tych teraz

Jak, kiedy piszę

i w powietrzu rozpościera się ciężkość upalnej, letniej nocy. Schodzić jest tak trudno pod kopuły nadchodzących snów.

Lecz może coś wyśnię i będzie to elementem słownej egzystencji. Opowieścią. Dźwiękiem nowiu i namiętnym jękiem dnia.

Teraz zaczynam pisać dzienniki od braku jakiegokolwiek objaśnienia, a jeśli już można tak to określić – są to Dziwy niestworzone. Może Stforyczne?

Jest to cenne, niczym pranajama w różnych praktykach – dla umysłu i ciała, by je nieco porozsuwać od siebie, uprzestrzennić, móc włożyć tam coś… iskrę, orzeźwienie świadomością. Tak jest cenne pisanie dzienników i tego też nie przygotowałam wcześniej, nawet o tym nie wiedziałam. Jest cenne, bo te perły słów wewnętrznych pozwala w dowolnej, tak do szpiku indywidualnej formie, przerzucić w szyki zdań, splecenia wszelakie, tańce, romanse, zdaniowe konstelacje. Taak! Rozkosznie tkwić w dyskursie swoich naprzemiennych w umyśle zdarzeń. Dwie, trzy, więcej? Oczy, oka, ojo rojo.

I trochę, jak strumień świadomości, choć znacznie stabilniejszy. Och, o wiele stabilniejszy! Jest ten ciąg, to wejście na pewną ścieżkę, wspólna podróż. Mentalna, zmysłowa – otwierająca

Droga, Ta Która Jest

I pisałam też o muzyce, która zawsze była mi bardzo bliska. Słuchałam po nocach, wierciłam uszy głośnością i nadal wiercę, tak dogłębnie

Nadal wiercę w sobie muzyką. Częstotliwością, falą dźwięku. Przewiercam się subtelią pomiędzy wdechem i wydechem. Nicią, tkającą połączenie z kosmosem, albo czeluściami ziemi.

Raga Bilaskhani Todi Alap ( 28.35 )

Vilayat Khan – Sitar Munir Khan – Sarangi + Tanpura Morning

Raga with a mood of devotion, calmness and tenderness

To rzeczywiście dobry czas, aby powrócić do pisania Dzienników. Ale teraz będzie wyjątkowy problem z nazwą. W końcu to prędzej blogowanie, pamiętnik online, e-dziennik. Wszelkie te nazwy już nie pasują.

Spis Zdarzeń. Bieżący. Aktualny. Aktywny.

 

Witaj serdecznie w dużej przestrzeni mojego słownego świata. Pisania pod wpływem chwili, sieci i bezpośredniej możliwości publikacji na portalu o słowie. No przecież, po to go powołałam do życia. Tym jest Alsłowia, żywym słowem, relacją ze światem mentalnym przy jego pomocy. Otwieraniem słowem drzwi percepcji!

Zatem mogę, uf, mogę. Mogę pisać na powrót myśli natłok/ spisać go – na powrót – jak za starych dobrych czasów, kiedy to … a propos czasu, spędzałam rozciągłe godziny przed filmem To nie jest kraj dla starych ludzi albo Koń Turyński… W takim rytmie, za tych dawnych czasów, spisywałam swoje myśli, refleksje i fantazje w różnego typu zeszytach, pamiętnikach, kalendarzach, dziennikach, blogach, dokumentach tekstowych, pięknych poetyckich formach i miniaturach twórczych pełnych krwi i słodyczy. Ale już wracam. Wracam do tej pierwotnej formy, najlepiej rozwiniętej w zasadzie, gdy pisawszy ciągiem słów i wkładając w ów ciąg, rozmaite filozoficzno-kulturowe-introspekcyjne przemyślenia, dawałam samej sobie obraz barwnego świata wyobraźni, kreacji, stwarzania i elastycznego, płodnego umysłu. Dawałam sobie obraz tego kosmosu w każdym, począwszy skromnie od siebie. Daję sobie tego kosmosu w sobie… więcej. Od tamtych chwil… Ale starczy już uczasowienia.

Przenieśmy się w przestrzeń, na której dokonuję tego powrotu. Powrotu do pamiętnikarskiej formy pisarstwa. Poruszę w jej ramach kwestie: 1. pisania o pisaniu 2. pisania o byciu pisarką 3. pisania co ślina na język przyniesie (./?) Jednak nie od razu. Najpierw przestrzeń.

Przestrzenią jest magiczna witryna Alsłowia. Miejsce zrzeszania Artystów Słowa, osób otwartych na rozwój mentalny i poprzez sztukę, kreatywność, podążanie za intuicją w kreacji. Alsłowia. Miejsce, w którym słowa dosłownie OŻYWAJĄ.

Doświadczasz ich tu. Jesteś z nimi w bliskiej, uwierz, zmysłowej wręcz relacji.

Tak piszę. Ale tak też prezentuje literackie, słowne twory. Wystarczy wybrać coś, sprawdzić. A taka forma, jak tu, o, pamiętnikowa, to jest kwintesencja. Możliwość skosztowania ulotności słownej, uchwyconej niczym na fotografii. Podróży ze mną poprzez meandry umysłu i twórczości.

To będzie, to jest fascynujące. Zobaczysz, to wciąga. Nie jest tak wymagające, jak czytanie powieści. Cóż, powieści i dla pisarza są trudne. To jest ciężka praca. To dłubanie w dźwiękach i czołganie się pod ziemią. To szybowanie pośród chmur i trudność ze stanięciem na lądzie, no chyba że poprzez wodę. Z nią wszystko gładsze, bardziej miękkie, takie o, tu, namacalne.

Takie są te słowa.

Dlatego je czytasz.

To jest poetyka ucieleśniona. Jeszcze nie znasz tej nazwy, pewnie jej nigdzie nie ma. Pisałam ostatnio na facebooku Alsłowii, że w świat poszła jedna z moich powieści i że ona się zaczęła gdzieś w momencie odkrywania przeze mnie Poezji Ucieleśnionej. Szukałam takich słów, które ucieleśniałyby akt poetycki w samym swym brzmieniu, byciu poezją, byciu słowem, pewną strukturą uderzeniową o określonej wibracji… I że to od tego się zaczęło – pisanie takie z trzewi.

To wykopywane coś ze słów, że one są takie prawdziwe i tu, teraz. Zakotwiczają nas we wspólnym doświadczeniu świata mentalnego.

Jakże za to dziękuję. To bardzo wyzwalające, daje bezpieczeństwo i wolność zarazem. Tak, to jest hermetyzm, filozofia hermetyczna. I o niej postaram się napisać więcej w takiej przyjemnej, rozkosznej formie. Pamiętnikowej. Ach, czuję narodziny nowej epoki – mutacja nastąpiła. W rzeczywistości rok temu był początek, przynajmniej tak mówią międzygalaktyczne notatki; zaś w powieści nastąpiła (oj wiele raz, kilka powieści: O … ups!!!) tym razem metaforycznie, całkiem niedawno.

Jeszcze nie wiem dokładnie…w zasadzie zbliżała się potężna burza. A Brunon stał z ojcem Florentyny, głową rodu Jałowieckich, i cicho rozmawiał o błahych sprawach… I ta burza zwiastowała mutację, brzmieniową. Lecz o Budowaniu (tej) Dłuższej Historii – przeczytasz w innym poście, w warsztatowo-pisarskiej odsłonie Alsłowii.

Tutaj potaplamy się… w dywagacjach pędzących poprzez umysł w bardzo śmiałych kierunkach.

Zajmiemy się wszystkim krok po kroku, słowo po słowie.

Porozkoszuj się Alsłowią. I wróć

Wiem, że wrócisz, bo i ja się już doczekać nie mogę. Tego ssspisu…

Spisu Zdarzeń. Aktualnych, bieżących, aktywnych.

 
 
 

>>> KOLEJNE WPISY W PAMIĘTNIKU

 POD BANEREM „ACTIVE GALACTIC NUCLEI” (góra strony)

 

Close Menu