Hermetyczna dola

      trzeci wpis (trójka jest ważna, niedługo zapomnę i przestanę liczyć odcinki) – w dzienniku alsłowiowym, gdzie prezentuję pisarską dolę 🙂 a zatem 22 czerwca 2019r. Ten wpis będzie hermetyczny, gnostyczny i trochę smutny. Zapraszam.

 

       Pisarz zna się na smutku. 

       Zna się tak naprawdę na każdym rodzaju emocji, a przynajmniej tak mu się wydaje… To może za dużo powiedziane, napisane – nie wydaje nam się. To jest kwestia umiejętności doświadczania emocji. Tylko i aż tyle. Bezkompromisowo doświadczamy emocji, bo tylko tak je poznamy, zrozumiemy, przełożymy potem, puścimy dalej, twórczo wyrazimy. Lynch, tak ten transcendentalny reżyser filmowy i muzyk, pięknie pisał na temat emocji w tworzeniu (książka o grubej rybie pomysłów). Pisał, że nie chodzi o zaprzestanie czucia (w kwestii tych gorszych uczuć), ale o niestawanie się nim. O bycie w swoim Ja, w osadzeniu. Taak. Bo przecież ten rdzeń – w naszym pisarskim przypadku – jest słowny. Wymaga dozy… niezatracenia. 

 

       Ta postawa z kolei prowadzi do wiedzy, np. o strukturze swych emocji, o całej palecie zdarzeń, jakie wywołują. Ileż to wymaga uważności, bystrości umysłu, elastyczności i giętkości. Siły i swobody. Wszystkich przeciwstawnych cech, które łącząc się w jednym człowieku, dają mu często możliwość tworzenia.

       Kurt Cobain, tak ten od Nirvany, pisał w swoim (nie tak smutnym i samobójczym) Dzienniku:

       „DZIĘKUJĘ ZA TRAGEDIĘ! POTRZEBUJĘ JEJ DO SWOJEJ SZTUKI!”

        No, ale on stał się tragedią. Więc dobrze węszył, lecz gdzieś go zapętliło. Egzystencjalna paleta doświadczeń kreatywnego umysłu, artysty, jest bardzo rozległa. Jest bardzo trudna w istocie. Jeśli jednak przyjmiemy, że każdy człowiek jest stwórcą (choć nie każdy sobie po prostu pozwala na to, albo mu rzeczywistość przeszkadza ZA bardzo) – jeśli przyjmiemy tak, okaże się, że generalnie egzystencja jest trudna i nawet sztuka, nawet tworzenie nas z niej nie uwolni. (Jakby chodziło o jakiekolwiek wyzwolenie…?). Trudność i lekkość, taniec przeciwieństw, zjadanie swego ogona? Do you remember? 

 

         Wiedza, uważność, pewna doza stabilności w sobie i swoim tworzeniu, to jest właśnie niezbyt jasny, trochę chwiejny, przepis na przeżycie dla twórcy. Można to mnożyć, why not? Po swojemu. Znaleźć „przepis na siebie”. Tak. Jednak ogólnie jest to zakotwiczenie się na pasji tak silne, tak bezkompromisowe, że wszelkie jej niuanse staną się naszą rozkoszą i bólem. Poza granicą. W ogóle gdzieś na rozstaju dróg, kiedy stoisz i widzisz nową drogę, która złożona z tych starych wydaje się bardziej od nich znajoma. Jest stworzeniem. Jest prawdą. Jest chwilą samotności. Jest ciszą.

 

        I zmierzam tym wszystkim, trochę na opak, trochę bez planu – do hermetyzmu. Do tej starożytnej, pradawnej, pierwotnej dla umysłu sztuki myślenia, sztuki bytowania i sztuki alchemicznej. Hermetyzm oznacza skrytość, tajemnicę. Filozofia hermetyczna powiada, że to nasz umysł kształtuje rzeczywistość i jeśli chcemy się w niej połapać, w końcu musimy oddać mu należyte miejsce w swej drodze. Rozum, umysł, intelekt. Tysiące pojęć i skojarzeń. Chodzi jednak o ten jeden, o ten w Tobie, o ten strumień wiedzy, który jest niewiedzą równocześnie. O Twoją otwartość na międzywymiarowe podróże. O Twoją gotowość do Kreacji. Do stwarzania. Do alchemii artystycznej, tu i teraz. Takiej i żadnej. W Tobie i poza Tobą. Takie tworzenie jest aktem stwarzania świata (wszechświatów może raczej…?).

       To daje oparcie w tej doli twórczej. Doli, losu, jak zwał tak zwał – wiesz, ja nie czaruję. To znaczy… czaruję, a nawet piszę zaklęcia. Lecz nie czaruję doli pisarza. Pisarki. Artystycznego umysłu i jego chłonności. Umysłu o zasięgu kosmosu. Nie neguję, nie czaruję, wchodzę w niego na sposób pisarski, wchodzę w hermetyzm, wchodzę w słowo, odnajduję bezpieczeństwo w wyjaśnianiu stworzycielskich cykli. Śmierci i narodzin. Natury i człowieka. Gnoza, czyli wiedza, tudzież pogląd starożytnych, jakoby poprzez wiedzę można było dostąpić samozbawienia. Wyzwolenia z sansary, z zapętlenia umysłu, z wiecznego poszukiwania siebie gdzieś tam, skoro wiesz przecież, no że jesteś tu, że teraz, że w tym ciele, i nawet jak go nie czujesz, to ono jest i to jest TU i to jest TERAZ, że JESTEŚ. I w tym trwać, w tym wytrwać, temu poświęcić swoją mądrość, pasję, odwagę, moc w tym gromadzić, to zasilać, a potem z tym do świata, bez rozproszenia, z ciągłą dbałością o swą ciągłość wertykalną z wszechświatem… z tym horyzontalnie rozpiąć się na linii horyzontu. I doświadczać. Z dozą osadzenia w sobie. 

    W umyśle wszystkiego, co jest, w naszym umyśle, sercu, ciele… są pytania i odpowiedzi. Zawarte w słowie. W słowach. W odwadze nawiązania dialogu z takimi przestrzeniami. 

 

***