||| 21 czerwca 2019 r ||| active galactic nuclei, czyli dziennik pokładowy tudzież pamiętnik


jak to z czasem i przestrzenią jak to z jogą
jak to z myśleniem
jak to z bogactwem
jak to jest
kiedy się nie jest
i jak być
w tym z tym w bycie


Serdecznie zapraszam do lektury drugiego już wpisu w alsłowiowym dzienniku pokładowym

Mamy dziś Pierwszy Dzień Lata, Dzień Słońca, Dzień Wszystkiego i też… Międzynarodowy Dzień Jogi i to od tego zacznę, stopniowo przechodząc na kolejne celebracje życia. Bo to od jogi zaczęłam dzień i na tym wewnętrznym ukołysaniu (tak naprawdę UMOCNIENIU), zasiadłam do spisania owego ciągu myśli i przemyśleń. Zebrało się ich trochę.

Opowiem o czasoprzestrzeni

o wielu sprawach wymienionych w przydługim tytule

ale zacznę od PISANIA POWIEŚCI. Bo dlaczego nie? Bo wiem, że to interesujące. Po co pisać i jak pisać, kiedy pisze się NAOKRĄGŁO. I jak to ubrać, jak to wydać, jak to urodzić dalej i bardziej, bo zawsze by się chciało dalej i bardziej, ale krok po kroku tworzyć i kreować to już nie zawsze jest komu.

Bo jest tyle rzeczy naokoło, do zrobienia, do zbierania, do stwarzania (współtworzenia), do naprawiania wreszcie… Że na to tworzenie jest mniej – czasu energii spokoju w środku i flow, tak zwanej świętej Weny. 

Otóż masz przed sobą w słowie – w końcu mnie nie widzisz – osobę, która całe swoje życie położyła na szali kreacji (słownej, a jakże). I musi zbierać tego wszelkie skutki. Zbieram je do kufra i ten kufer otwieram co jakiś czas, by spojrzeć, gdzie się zapętliłam i czy w ogóle gdzieś zmierzam, bo przecież jestem. No Jestem. Jestnienie, jak napisała moja Droga Przyjaciółka, mieszkająca w siedlisku permakulturowym Kalpapada (to znaczy z sanskrytu „drzewo spełniające życzenia”). Ja już wiem, że to jest trochę Jabłoń, a trochę Kłokoczka.

Ale tak, niezapętlając się w słownych opowieściach – wróćmy do tego DŁUBANIA w materii rzeczywistości. Dłubać można się nauczyć w takim np. wymienionym już siedlisku, gdzie żyjemy w zgodzie z cyklem natury i swoim własnym, pracując w rytmie takim, jaki dyktuje wszechświat, a nie wszędobylskie normy i unormowania.

Dłubać w rzeczywistości to jest w zasadzie już całkiem sprawna KREACJA. Kreatorem możemy być robiąc proste czynności i te najbardziej artystyczne, wymagające technik czy kolorów czy jakichś niespodziewanych ułożeń słów. Gdy jesteśmy w tej linii prostej, symetrycznej do własnych umiejętności – działamy skutecznie i przynosimy tym korzyści innym, sobie. A sobie to przede wszystkim przynosimy OGROMNĄ PRZYJEMNOŚĆ. Po prostu bo kreacja jest tak przyjemna. Jeśli oczywiście jest to ta NASZA umiejętna, ze źródła, do której zostaliśmy natchnieni jakby od urodzenia. Pasja. Pasja. Pas JA ?!

Takim nieskończonym dłubaniem jest dla mnie pisanie. Przede wszystkim powieści, ale nie tylko – generalnie bycie ze słowami. Jednak o powieściach łatwiej coś powiedzieć. Wiesz, że istnieją na świecie takie książki, bardzo grube, o często złożonej fabule, albo i nie – są różne powieści. Ale są dłuższe, wymagają wejścia w świat czytany i w ogóle zostawienia siebie gdzieś z boku. Tak. Jak ja to kocham. Pisać historie, które tak muszą zabrać w podróż, że wracamy z niej odmienieni. Słowna transformacja, transfiguracja i transcendencja. W ogóle wszelkie transhumanistyczne podejścia do człowieczego umysłu są mi bliskie. Dlaczego? Bo łączymy się mentalnie teraz choćby – w słowie, poprzez SIEĆ (Internet). O, jakie to jest kosmiczne. Niczym sieć grzybni. Czujesz to? To jest poza czasoprzestrzenna, mentalna jedność wszystkich rzeczy, ludzi i ich umiejętności.

No to lećmy z tym dalej. Powieści są dłubaniem w rzeczywistości, czyli stopniowo przejawiające się we mnie opowieści, spisuję. Nie ślęczę nad papierem. Tylko zbieram je w sobie, obserwuję jak zwierz, przyglądam się, smakuję, tańczę w nich, odurzam się ich niespodziewanymi pomysłami (tych historii). Potem siadam i piszę. I czasem jest to jedno zdanie. Cóż…

Powieści wymagają tego wewnętrznego zbierania. Bycia pojemnym. Oj pojemnym – zupełnie jak na odczuwanie przyjemności w życiu, tudzież generalnie świadome bycie, gdy pozwalamy sobie na rozpłynięcie się w każdej cząstce rzeczywistości, jaka nas otacza.

Tym jest też dla mnie pisanie. I pisanie takich przemyśleń, pamiętniczków, dzienniczków, strumieni świadomości, w których dzielę się pasją słowną i nie tylko – to jest już totalne odpłynięcie za słowem, ku wielowymiarowej rzeczywistości. Ponadto, pozwala to na odczucie bycia częścią wielkiej przestrzeni, w której nikt nie jest samotny. Może to czytasz z jakiegoś powodu i nagle czujesz się częścią świadomego wszechświata. Jeśli tak jest, to bardzo się cieszę. Pisałam o intelektualnej samotności w poście na temat Filozofii Kreacji, kiedy to eksplorowałam cieniste miejsca w kreatywnym umyśle (odcinek drugi – o samotności. W dolnym pasku >> masz zakładkę Filozofia Kreacji i tam możesz o tym poczytać).

 

Wiedziałam, że się rozpiszę. Mam jeszcze tyle – już tłumaczę dlaczego. Bo skoro pisanie powieści, to zbieranie słów w sobie… to co z tymi innymi słowami i historiami, które nie należą do powieści (ostatecznie dość często należą, ale o tym innym razem)? No właśnie – one lądują w różnorodnych formach mini twórczych. Także w czymś takim, jak pamiętniki, dzienniki, listy i inne formy refleksyjnej twórczości, gdzie piszemy w zasadzie o sobie, do siebie i nie mamy w tym żadnego celu poza tym, by po prostu coś wyrazić.

I ja też znajdywałam od zawsze różne tunele ekspresji słownej. Już o tym pisałam w pierwszym wpisie. Pisałam pamiętniki, dzienniki, zapisywałam kalendarze (od najmłodszych klas podstawówki), potem pisałam w blogo-pamiętnikach, potem znów w zeszytach, potem w obszernych dokumentach tekstowych w czasie nastoletnim (słowa wylewały się w zastraszającym tempie). A potem postanowiłam zrobić z tych pamiętnikowych wynurzeń formę TWÓRCZĄ. Kreować tak wewnętrzny przepływ, aby tworzyć po prostu piękną estetyczną formę, która będzie uniwersalna.

Co mi z tego wyszło? Wyszło mi z tego ogromne słowne odkrycie. Cała mistyka słów się w tym zaczęła streszczać – pisanie to było pisaniem rzeczy uniwersalnych, obecnych we mnie archetypach, opowieściach, wspomnieniach, mitach i legendach. To piękne przemierzanie wewnętrznych rejonów eksploruję nadal. Jednak „typowa” forma wylewu pamiętnikowego… okazała się znów przyciągająca.

Myślę sobie – 

nie, nie myślę.

Po prostu to zrobiłam – założyłam ACTIVE GALACTIC NUCLEI, czyli dziennik pokładowy alsłowii i będę tu spisywać te wynurzenia i wynaturzenia oraz nade wszystko WNATURZENIA swego mentalu.

A nazwę tego dziennika jeszcze objaśnię. Tymczasem zróbmy sobie przerwę w tym słownym przepływie. 

Odetchnij muzyką  

 

gdzieś jesteśmy
mentalna medytacja 37%


Piękna jest muzyka. Dziś wieczorem doznam jej pełni rozwoju w twórczości Tomka Mirta. Koncert odbędzie się w Kulturhauz w Toruniu, miejscu dobrych zdarzeń. Mirt tworzy muzykę elektroniczną, która zawiera w sobie organiczność. 

To tak w skrócie, więcej trzeba usłyszeć, być i dać się wciągnąć w ten świat elektrosieci organizmów orgazmów muzycznych. Tak.





***

 

Raport ze studiów nad rzeczy-wistością

 

Dzisiejszą kompleksową medytację sponsoruje Alejandro Jodorowsky. Prezentowana jest w książce Metageneologia, którą właśnie studiuję. Wkrótce opublikuję  na Alsłowii nagranie tej medytacji, wizualizacji, choć to jest bardziej podróż wcielająca. Tak jak mamy podróże wizyjne, gdzie udział bierze głównie przestrzeń umysłu i ducha; tak mamy podróże wcielające, czyli te uwzględniające ciało w całym procesie, aktywujące konkretne ośrodki w ciele od umysłu w dół. Dotyczą też ruchu – spontanicznego, naturalnego, świadomego. 

Jedno nagranie już tu było i dotyczyło Światła. Dziś najdłuższy dzień w roku – u mnie deszczowy i bardzo rześki. Lubię takie dni, najlepiej mieć wtedy też pod ręką Mango.

I Kakao. I ogólnie umieć odczuwać miednicą.

Co to znaczy i czemu nagle o tym wspominam? To luźne nawiązanie do medytacji, praktyki, którą w książce proponuje właśnie Jodrowosky. Dotyczy różnych ośrodków w naszym ciele. 

W książce Alejandro skupia się na czterech:

– umysłowego, intelektualnego

– emocjonalnego

– seksualnego i twórczego

– cielesnego, materialnego

Wszystkie mają swoje skupisko w ciele, jak i w całej osobie. Np. umysł, serce/brzuch, łono/miednica, fizyczność ogólnie. Można to odnieść do czakr i do żywiołów, co zresztą nasz Mistrz Kreacji czyni. Polecam bardzo lekturę tej książki, a po doświadczenie Podróży Wcielających, czyli moich nagrań praktyk Jodorowsky’ego, zapraszam na Alsłowię

 TU ZAPRASZAM 🙂

Takie rozróżnienie znajdziesz też np. w Kole Życia w tradycji szamańskiej, czyli pierwotnej, rdzennej, archaicznej struktury duchowej. Odczytanej z żywiołów, z cykli, z pięknego dialogu z rzeczywistością…

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania koło życia szamanizm

 
 
 
przechodzisz dalej!!!
5/5